i mieszkałem kątem na równi pochyłej.

dobrze, że wróciłaś? może nadinterpretuję. może szukam słów tam, gdzie słów nikt nie chce. może uciekam, choć nie ma przed czym. jestem dziwnie zielono-niebieska.

wiem, że. hej, było tak dobrze, kiedy milczałeś. tak spokojnie. tylko czasem śniłam, czasem tęskniłam. ale to rzadko. było tak, jak chciałam. teraz znów nad niczym nie panuje.

ale ty taki jesteś, prawda? mówisz o miłości tylko wtedy, kiedy chcesz zranić, a o tęsknocie i powrotach, kiedy chcesz zniknąć i milczeć miesiącami.

przecież to nie ja. przecież już nie warto.

(pamiętasz? dużo muzyki i obolałe palce i głaskanie głaskanie. tyle mi z tego zostało. nie chcę nic więcej)

Dodaj komentarz

luty.

a może teraz właśnie nadszedł czas na słuchanie jeffa i picie kawy?

to bez sensu. rzucił dwa zdania, a ja teraz będę miesiąc czekać, aż odezwie się znów. pamiętasz? pchły. pchły.

Dodaj komentarz

i dont know your name.

dobrze, że ty jesteś farciarzem. to wyrównuje tego mojego szalonego pecha.
bo tak nie powinno być, wiesz? nie powinno.

i znów to wraca, uczucie, jakbym chodziła po powietrzu, jakbym. nie, nie, nie.

ostatnie dni. tygodnie, miesiące, lata. myślałam. analizowałam. jedno wielkie DLACZEGO. błagałam go nawet. błagałam, żeby pojechał, ten jeden jedyny raz. że potem zniknę. nie będę już pisać, nie będę tęsknić. nie będę nikogo męczyć. nie będę go męczyć. nie. chciałam tylko, żeby ten jeden raz ze mną pojechał, spędził ze mną noc we wrocławiu. chciałam naprawdę czuć jego zapach na solnym. chciałam, żeby zobaczył jak to jest, być przy mnie. żeby zobaczył mój uśmiech i usłyszał mój śmiech i widział jak tańczę, kiedy jestem szczęśliwa. chciałam tylko kilku jebanych godzin pożegnania. kurwa, zasłużyłam na to. zasłużyłam.

od roku nie rozmawialiśmy. ponad roku. czemu ma takie cholerne wyczucie, że napisał akurat dzisiaj. dzisiaj mam rocznicę. dzisiaj jestem szczęśliwa, dzisiaj myślę tylko o wojtusiu. nie pisz mi o koncercie bony, nie pisz mi, że. nie pamiętaj. czemu kurwa zawsze pamiętałeś, że kocham deszcz i pachnę wanilią, CZEMU?!

to burzy moją powoli budowaną równowagę. i co najśmieszniejsze, to też wiesz, to też pamiętasz. więc robisz to celowo. a nawet nie ma jeszcze kwietnia.

Dodaj komentarz

ratuj mnie.

chyba tu przebiega jakaś granica. tu gdzie jestem. poddać się albo jakoś żyć dalej. ciężko. w takich momentach fizycznie boli nawet to, że o rady proszą ludzie, którzy mi nie pomogą, nie chcą pomóc, mają w dupie.

chciałabym już nigdy nie jeść. nie słuchają mnie, gdy to mówię. nikt nie słucha, nawet Ty nie słuchasz. chciałabym już nigdy nic nie zjeść. nigdy. marzę o świecie, w którym to jest możliwe.

po prostu w pewnym momencie ból jest tak wielki, że mogę tylko krzyczeć, a ja nie krzyczę. i marzyć o powrocie do szpitala, bo tam chociaż dają miliony środków przeciwbólowych. nie, nie lubię szpitali, ale tam się bałam mniej, tylko w nocy.

to siedzi w głowie. tak myślę. to siedzi w głowie.

Dodaj komentarz

prowidencjonalizm sucks.

dzisiaj znalazłam słowa. zasypiając w autobusie, z głową pełną śniegu. teraz znów szukam tych słów, zgubiły się po drodze, na którymś z przystanków, na których nie wysiadłam, a przecież mogłam.

czasem czuję się pusta. szukam godzinami kartki z żółtą farbą, a jej nigdzie nie ma. zbieram niepotrzebne przedmioty, bo kiedyś mogą się przydać. dostaję cudowne książki, ale ich nie czytam. może i żyję po swojemu, ale czy warto?

siekiera. hohoho.

Komentarze (1)

i naprawdę z bólem ciała łatwiej żyć niż z bólem duszy.

plum plum.

Dodaj komentarz

strengers sending nothing to my mind.

czasem czuję, że jestem daleko od domu. z głową pełną śniegu.

a więc co to znaczy kochać? co to znaczy być człowiekiem? powiedziała ‘nie przejmuj się tym’ i dopiero wtedy przestałam czuć się winna.

zimno. chaos. kształty obrazy myśli.

ćśśś.

Dodaj komentarz

w obcych łóżkach, na obcych podłogach.

jest dobrze. bezpiecznie. trochę frustracji w końcu nikogo jeszcze nie zabiło?

jakieś bezsensowne maile. szum, wielki szum. i marne tłumaczenia bukowskiego. życie składa się z twoich uśmiechów i z braków twoich uśmiechów, z gwiazdek i kotów, z ponownego szukania sensu i celu.

tomek dzisiaj ze mną rozmawiał, po raz pierwszy od roku. i to, że wiem, co to endostyl, nagle nabrało tego sensu. tego, którego szukam. to było miłe. może nawet uśmiechnęłam się.

a przed chwilą nic nie znacząca rozmowa i w głowie różowy notesik. i te wszystkie rzeczy, które chcę zrobić i których pewnie nigdy nie zrobię. nagrać płytę z EI. nauczyć się niemieckiego (e?). spotkać alpaki i pogłaskać po ich gęstym futerku. studiować creative writing. znaleźć tamten most. zwiedzić islandię z obcym mężczyzną. wiedeń majem. monachium z jakubem. to wszystko jest możliwe, ale możliwość to za mało. za mało.

to monachium trochę boli. szczególnie, gdy za oknem śnieg, a ja w grubych niemieckich skarpetkach słucham jazzu. i to proszę, znajdź mnie. hmmmm.

Komentarze (2)

krokodyl?

ograniczanie horyzontów, hipokryzja. i to wieczne uciszanie, monotonny konformizm.
skutkują: drżeniem rąk, ciągłym lękiem, tłumionym płaczem, czytaniem fausta.

dzisiaj sama poszłam na zakupy i kupiłam naboje do pióra i oboje uznaliśmy to za ogromny sukces. samodzielna wyprawa do sklepu! jak źle musi być z człowiekiem, żeby takie coś było postępem?

chciałabym móc mieć wybór. ale nie mam i nigdy nie będę mieć. zawsze będą jakieś z. i zawsze będą jakieś kruszynki. trzeba sobie z tym poradzić. to tak frustruje. poznawać takich ludzi jak sz., z tym jego ‘źle! źle! ale to całkiem ciekawe, kontynuuj’. takich jak p., który nagle przeskakuje z najprostszych równań na liczbach bezwzględnych do teorii liczb urojonych. to fascynuje. pomijając ten moment brutalnego zderzenia z rzeczywistością gdy z. mówi, że własne interpretacje są stratą czasu. że zabieram lekcję. mhm.

nie mam wyboru. nie mam. i nagle znów doceniam moją mamę. za to, że chce do niej pójść i powiedzieć, że mam prawo wyrażać swoje zdanie. bo mam.

drżenie, płacz, nawet włosy mi wypadają. koniec świata!

Komentarze (1)

hipopotam

wszystko jest takie zimne i ciemne. poza twoimi oczami, ustami. twoim ciałem. twoją bliskością.
nawet wrocław męczy, te spóźniające się tramwaje i nieprzychodzący wykładowcy. czasem ma się po prostu dość.

chciałabym, żeby tak zostało. śnią mi się indianie, a w pokoju pachnie akrylami. i tobą, zawsze tobą.
słowa się kończą. jestem księżycem, co to znaczy? że “pojawiają się u mnie obrazy, myśli, wizje idące z głębin mojej podświadomości’ cytując chrzanowską. i nie mów mi, że tarot to wróżenie, ok? coś w tym jest. obrazy, myśli, wizje…

kim ty jesteś? stoisz obok i patrzysz.

księżyc to znak typowo wodny. chciałabym mieć 

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »