ten piątek 13 przeskoczył na sobotę. ten pech. uhm.
to złe, wiesz? że siedzę przy tobie, na wykładzie u cudownego feynmanowego wykładowcy, tak bardzo cię kocham!, całuję cię w ramię!, a mimo to kątem oka zerkam na mężczyznę w kącie, obserwuję go od drugiego wykładu, czyli już kolejny kolejny kolejny tydzień.
on wygląda jak jakub. tylko, że ma błękitne oczy. to boli. jakub z błękitnymi oczami i ciemnymi włosami, to jak połączenie dwóch najgorszych i najsłodszych koszmarów.
wciąż koszmarów.
gdyby ten autobus się spóźnił… wiesz, nie dałabym rady. jeden raz – ledwo się przeżyje. ale dwa? to ponad moje siły. ponad siły każdego. jestem silna, he? chyba tak. pomijając te wszystkie płacze i oczy tłumu utkwione we mnie. czasem czuję się taka naga.