sok z czarnej porzeczki, błoto.

ten piątek 13 przeskoczył na sobotę. ten pech. uhm.

to złe, wiesz? że siedzę przy tobie, na wykładzie u cudownego feynmanowego wykładowcy, tak bardzo cię kocham!, całuję cię w ramię!, a mimo to kątem oka zerkam na mężczyznę w kącie, obserwuję go od drugiego wykładu, czyli już kolejny kolejny kolejny tydzień.

on wygląda jak jakub. tylko, że ma błękitne oczy. to boli. jakub z błękitnymi oczami i ciemnymi włosami, to jak połączenie dwóch najgorszych i najsłodszych koszmarów.

wciąż koszmarów.

gdyby ten autobus się spóźnił… wiesz, nie dałabym rady. jeden raz – ledwo się przeżyje. ale dwa? to ponad moje siły. ponad siły każdego. jestem silna, he? chyba tak. pomijając te wszystkie płacze i oczy tłumu utkwione we mnie. czasem czuję się taka naga.

Dodaj komentarz

i nadal zasypiam w autobusach donikąd.

nie lubię ekologii. nie lubię sukcesji. nie lubię tego uczucia. o.

skurcze łydek i mordercze spojrzenia. wiem, że każdy kiedyś dostanie to na co zasługuje. ale chcę już teraz. teraz. TERAZ.

druk druk. katalogi z biologii nagle zaczynają mieć sens. jutro wykłady i znów ośmieszenie. to chyba złe, żyję nauką i twoim dotykiem. to chyba bardzo źle.

Dodaj komentarz

że cooo?

lubię go, za tę pasję. za to, że przypomina biegańskiego. za to, że jest zboczony.
matematyka znów jest cudowna i pachnie wanilią.

jestem już tym wszystkim wykończona. to nie jest normalne, prawda? jechać autobusem i rozmawiać o tych wszystkich lizogennych cyklach, o GERL, o mózgu wyciekającym nosem.

po prostu chciałabym mieć czas, żeby spać. nic więcej. trochę snu. boję się tego 12.12, czuję się, jakby to miał być wyrok. w prawo lub w lewo, inaczej już nie będziesz mogła, kaśka. nie nazywaj mnie kaśka, ok? czemu oni tak lubią nazywać mnie kaśka?

za dużo biologii, za mało fizyki. śni mi się pogoń, brum brum brum, dużo gazu pieprzowego.

żabka, blublu, ryjkonosek! *o* jedyny ocalały dinos! *o* jestem totalnym świrem i jem zimną pizzę :(

Dodaj komentarz

blah

są takie chwile, gdy jest dobrze. błogo. gdy łaskoczemy się przed biologią i na sam widok twoich zębów zwijam się ze śmiechu. gdy jako jedyna wiem o tych głupich rybosomach, czemu 70s są i u prokariotów i w chloroplastach. kiedy czytam mój psychodeliczny opis litwy pełen kpin i morderstw, a wszyscy mnie słuchają. naprawdę słuchają.

a potem wracam do domu i nic nie znaczę. powinnam się od tego odciąć, wiem. być ponad to. szkoda, że tak się nie da.

stuk stuk klawiszy uspokaja. co z tego, że jutro będzie epic fail w wersji francuskojęzycznej? move to trash.

a może to tylko choroba odkleszczowa?!

Dodaj komentarz

po śmierci, przed narodzinami.

mówisz, że chcesz tego tamtego siamtego. a mi w głowie taki schizofreniczny głos krzyczy, że chcę umrzeć umrzeć umrzeć.

i już nigdy nie będzie tak, jak było. już nie potrafię mówić. nie potrafię. zamykam oczy i chowam się do środka, do mojego pojebanego wewnętrznego świata.

Komentarze (1)

e?

mokre włosy. mokre oczy.

biologia nie jest fajna. fizjologia nie jest fajna. nie chcę wiedzieć, jak to wszystko się dzieje. to odziera świat z magii.

te słowa są we mnie. hamuję je tylko. niech siedzą, czekają na lepsze czasy. backspace, backspace, backspace. dlatego ostatnio boję się nawet piór i długopisów. nie mają backspace’a.

znów to samo. slow dancing. ciemność. chemia. popękana skóra.

śni mi się a. można byłoby z kimś o tym porozmawiać. dreszcze. nie da się. słowa. hamowanie słów.
w snach wszystko jest inaczej. gorzej. a potem się budzę i racjonalizuję.

jeff, jeff. 300 minut śmierci.

Dodaj komentarz

chaos w mojej głowie

jedliśmy razem jabłka. śmialiśmy się. było tak dużo słońca i muzyki. rozmawialiśmy na chemii o jakiś dziwnych teoriach chemiczno-filozoficznych. rozmawialiśmy dużo. dużo. dużo. pisaliśmy smsy. to były te dobre czasy, które miały nadejść. one wtedy trwały.
nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. nigdy nie zwracałam na to uwagi.

do dziś traktuje mnie inaczej. dotyka delikatniej. mówi spokojniej. z uśmiechem. z tym spojrzeniem, dziwnym. bardzo dziwnym. ma brązowe oczy. mam uraz do brązowych oczu.
do dziś rozmawiamy na chemii. jak dawniej. jemy jabłka. śmiejemy się. tylko słońca jest mniej. i muzyki.

do dziś broni mnie, nawet, kiedy nie trzeba. jest dziwny. rzuca nieśmieszne żarty. łatwo się irytuje.

i nigdy go nie kochałam. nigdy. był kimś, z kim je się jabłka. kto trochę rozumie mój świat-na-opak.

za tydzień urodziny jakuba. wreszcie rozumiem, dlaczego zniknął. wcale nie czuję się z tym lepiej.
1,5 roku. mayer. fizyka, mimo że nie trzeba, a biologię trzeba.

‘nie, nie podawaj mi racjonalnych powodów. jestem fizykiem, potrzebuję czyjegoś doświadczenia’.

fajnie, że istnieje progesteron. fajnie, że kiedyś pozbędę się nerwicy. drugi krok do wyleczenia to pozytywne myślenie, tak?

Komentarze (1)

slow dancing.

co z tego, że pif paf i że kula trafiła w sam środek mojej głowy tarczy?

czuję się gorzej.
zachowuję się nonszalancko, a to znaczy, że jest najgorzej.

wrocław był zimny i smutny. wszystko jest smutne.

ani chwili na odpoczynek, ani chwili na sen. przesadzam? może trochę.

i gdzieś na krawędzi umysłu ciągle siedzi – nela? NELA?! kurewskie nieporozumienie.

101 zadań do piątku. 3 doświadczenia do końca miesiąca. 5 zadań dla studentów do 10. ej, zwariuję. daj mi spać. daj mi kawę. daj mi buzi w czółko.

chyba wariuję – pomyślałam przez chwilę.
później przypomniałam sobie, że za późno. już mam nerwicę, już jestem pełnoprawnym świrem.

Komentarze (2)

tu es toujours dans les nuages…?

zabolało.
jestem trochę roztrzęsiona. to ta po(dwójna, trójna, czwórna?) dawka leków. nie polepszasz tego. nic tego nie polepsza.
mrówki zniknęły. to upadło, tamto się złamało. tego nie ma, więc znów lekarz, znów badania, znów coś nie tak, a już było ‘do zobaczenia w nowym roku’, uhu, jasne.

gęsia skórka. pojechać w góry i nie chodzić po górach. chcę płakać i nie potrafię płakać. jutro wrocław, dzisiaj ania. musiałeś z nią wyskoczyć, musiałeś? wiesz jak to boli, ten ciąg porażek, ten ciąg niepowodzeń, to ciągłe. nic. nieważne.

nie chcę wyjeżdżać. chcę nie schować i już nigdy.

francuski dobija.  ca ne me fait ni chaud ni froid? wrecz przeciwnie. wrecz przeciwnie.

Dodaj komentarz

jak zawsze.

zimno, zimowo. za tydzień śnieg, a przecież ty jesteś moim zimowym chłopcem.

mam pomysł na cudowny prezent, cudowny. nie mogę się doczekać, żeby ci go dać. dawanie prezentów jest lepsze niż ich otrzymywanie, wiesz? szczególnie, że ten będzie mój. sama go zrobię. spędzę nad tym wiele godzin i choć prezent zużyje się pewnie w jeden dzień – i tak czuję, że będzie wyjątkowy. że dzięki niemu poczujesz się wyjątkowy.

tak poza tym? starsi ludzie się do mnie uśmiechają. rozmawiają ze mną. budzę zaufanie? obsługa zjazdów jest fajna. ciasta budyniowo-jabłkowe są fajne!

wszystkie mrówki gdzieś zniknęły. zimno, deszcz. dalej to samo. i tak to się już kręci. w kółeczko. jutro góry, wiatr. gdzieś tam czeka na nas świat. ale to jeszcze nie teraz. jeszcze nie.

(a we wtorek wrocław. znów. mieszanina lęku i ekscytacji)

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »