do pokoju wleciał ogromny konik polny. czy coś konikopodobnego. w każdym razie – olbrzym. i wcale nie chciał sobie pójść. m. dostała histerii, kasia, a może on gryzie, kasia, zamykamy drzwi i już nigdy tam nie wejdę - weź go do jakiegoś pojemnika i przykryj i przez balkon bach – sama to zrób – mi on nie przeszkadza – ha, boisz się! – pf – boisz się konika polnego i chcesz żyć w bieszczadach! blue się wkurzyła, blue postanowiła udowodnić, że potrafi zrobić wszystko, łącznie z pozbyciem się owiada. a on uciekł daleko, daleko, a blue go obserwowała, uroczo lizał swoje odnóża, mrr. a potem blue go wyniosła outside i nie ma konika, blue może spokojnie wyjechać na koniec świata, blue wraca do lektury włóczęgów dharmy.
kasia, wiesz co? - hm? – ty jednak nadajesz się na tego lekarza… - e? - jak sobie z takim stworem poradziłaś…
Asia. powiedział/a
bo Kasia ogólnie zdolna, a koniki polne oblegają Polskę ostatnio. wczoraj jeden pił piow z tatą Kat.