wychodzi na to, że wdałam się w ciotkę (kocham ją, kocham, dała mi na urodziny zajebisty notes, kochamy notesy, kochamy kwiatki, kochamy takie prezenty!).
jak jeszcze walnęła. że robi remont i kupiła zielone meble, zielone lampy i jeszcze coś tam zielone to umarłam, umarłam. a tak bałam się tego spotkania. mhm.
(i uwielbiam ją, bo jest polonistką, czyta zajebiste książki, zna miliony fascynujących historii i używa słowa chuj z taką częstotliwością jak ja. hm)
i jebać to, że mam megaatak alergii. jest fajnie. jest fajnie, fajnie, fajnie. do listy moich propozycji na prezent dopisujemy zapas chusteczek.