Archiwum dla wrzesień, 2008

nocny flirt z bakteriami, w łóżko, z jeffem w tle.

smakował, smakował. i miał różowe nadzienie!

hej, czemu zwracamy uwagę na to samo?

za dużo czasu z biologią, hm. (to przerażające, nagle zastanawiam się, czy nie zostać mikrobiologiem, ej, nigdy specjalnie nie interesowałam się bajolodżi oO) no cóż. niech żyją mikrotubule. i anabioza, bo czuję się, jakbym właśnie ją praktykowała.

Dodaj komentarz

bzdury i dyrdymały.

myślę o tym, jak bardzo mój jest. o tym, jak wiele z tych moich krawężników, wschodów, starych autobusów, łomatycznych zdjęć, melancholijnych melodii, rzek i kapkapów mogłoby być nasze.

mogłoby, ale nie będzie.

on nie jest kuba ani iwan, on jest bejbe. idiotyzm, bejbe to przecież taka dziewczynka, który mówiła do mnie księżniczko i ubezdźwięczniała za dużo. i uczyła mnie, że zawsze i wszędzie to złe złe słowa. jak można tak mówić na jakuba, który nadużywa zawsze, jak, jak, jak? (głupota, wcale mnie to nie zirytowało, tylko. tylko tamten uśmiech przy truskawkowym torcie. uśmiechaj się tam do mnie. siedzę i patrzę na twoje pismo w moim zeszycie, huh, za dużo cię we mnie, za mało cię przy mnie.)

Dodaj komentarz

ała, ała, ała, schowaj mnie.

nauki dnia dzisiejszego? ludzie naprawdę myślą, że nietzsche był protoplastą hitlera; niektórzy ludzie mają podejście nie zaprzeczaj moim racjom, ja się nigdy nie mylę, ale przecież to nie oznacza, że mam się z tym pogodzić; niektórzy uważają, że dobre notatki, to estetyczne notatki (blu uważa, że dobre notatki, to treściwe notatki. blu lubi dużą ilość strzałek, kółeczek, kwadracików, wykrzykników i podkreśleń); praktykanci NAPRAWDĘ są zmorą, jezu, ta kobieta mówiła EME, zamiast EMY -.-; NIKT MNIE NIE SŁUCHA.

przeżyłam tylko dlatego, że. hm. no co? - nic. (wcale nie jesteśmy dla siebie mili) (WCALE)

przeżyłam tylko dlatego, że całą drugą biologię mogłam patrzeć na tomasza, który robił różne dziwne rzeczy, które były bardzo w moim stylu.

je ne suis pas, znów. ja nie istnieję. (to jest straszne, nie mam się do kogo przytulać, nadal)

naukanaukanaukanaukanaukanauka. ZŁO.

Dodaj komentarz

your forever.

Forever always seems
To be around when it begins
But forever never seems
To be around when it ends
So give me your forever
Please your forever
Not a day less will do
From you

przypomina się wieczność, która skończyła się o ułamek sekundy zbyt wcześnie. a forever jest jak never. mogłeś nie mówić, że nigdy nie znikniesz. ostatnio moje sny składają się z kolorów. same kolory. dzisiaj to był żółty. nie mów mi do mnie po francuski, tylko on mógł.

Komentarze (10)

1004, once again. once prawie jak onze, jedenastka?! hm.

obłożona notatkami i dziwnymi książkami. dylan i jazz, na zmianę. po raz pierwszy od dawna kawa z szamanem. była mocna i gorzka, tak jak trzeba.

myślę nad recenzją filmu. nie umiem się zdecydować, o którym pisać. 6 opcji. jedna pachnie kierkegaardem, mozartem i aleksandrem. druga to esencja matematyki. trzecia – biblia idealistów. czwarta – najpiękniejsza miłosna historia. piąta – jakubowa, pamiętam, oglądaliśmy razem, dużo śmiechu, dużo melancholii. i ostatnia, szósta – wojaczek, po prostu. (ciągnie mnie do czwórki, ciągnie, to pewnie przez tomka, hm)

choć nie chcę miłości, to zbyt intensywne, zbyt pochłaniające. sama biologia zajmuje mi zbyt wiele. a tu jeszcze. nietzsche. bieganie po śródmieściu z aparatem. wspomaganie ludzi, choć nie nadaję się. śmiech, śmiech zajmuje dużo czasu. czy ja mam czas na kochanie? (w tych autobusach, gdy słucham aqualunga i przytulam się do szyby, tak, wtedy mam czas, wtedy mi brakuje czyjegoś głosu i czyichś okularów, mhm)

mississippi. taka piosenka. takie miejsce. utopiłam tam swoje marzenia.

chcę się napromieniować miłością. gdzie jest mój zielony… (glan? lakier? długopis?) chłopiec.

Komentarze (4)

jest czarodziejem.

jego spojrzenie.

i tutaj naprawdę nie musi być nic więcej

Komentarze (16)

labirynt minosa.

chcesz zranić, ranisz. a my dalej ten aqualung. a ja dalej samotnie w autobusach. izolacja. ala starała mnie poznać, ależ alicjo, poznać? mnie? bluuu?

już nawet bez tego imienia. jakub na zawsze zakopane we wspomnieniach. teraz zaczynasz się na i, blee, nie lubię tak. czuję potrzebę zakochania się, na nowo, tak jesiennie. a gdy na chemii tomuś stoi tuż przede mną i macha w prawo i lewo probówką pełną malinowego związku, jestem w stanie myśleć tylko o czarowaniu. czer czaruje. (nie umiem z nim rozmawiać, on jest uosobieniem milczenia, za dużo milczenia powoduje nudności. tak, takie że błe błe)

tydzień na przeczytanie jak-największej-ilości-dzieł-nietzschego. i wmawiaj mi dalej, że etyka to chillouterski przedmiot!

Dodaj komentarz

istniejesz. istniejemy.

pojawiamy się w swoim życiu raz na jakiś czas. zawsze na krótko. zawsze powodując zmiany. zawsze, gdy coś ważnego się dzieje. potrafimy milczeć tygodniamy, a potem nagle błagam cię, chodź do mnie i jest, jestem. potrafimy rozmawiać o głupotach, pogodzie, muzyce, fioletowych koszulkach i pomarańczowych kwiatkach. ale zdecydowanie lepiej wychodzi nam rozmowa o nas i tym, co w nas się dzieje.

i kiedy widzę, że płacze, przybiegam natychmiast, rzucając w kąt chemię, roztrzaskując kubek, przypalając zupę. bo mimo wszystko jest moją kontynuacją.

pojawiamy się w swoim życiu tak rzadko, a mimo to jest bliski. zawrotnie bliski. dziś chciał, żebym go ukryła. chodź pod moje biurko, jest tam bardzo przestronnie.

czasem myślę, że gdyby miał być ten wrocław, to w dużej mierze przez niego. żeby naprawdę mógł chować się pod moim biurkiem. żeby usłyszeć wreszcie blue w jego ustach.

(i nadal nie rozumiem, po co mi wiedzieć, że Mo to molibden?)

Dodaj komentarz

gorąca czekolada.

lubię takie dni, gdy chce się spać, a kawa tylko w marzeniach. gdy słuchanie aqualunga w tłumie nieznajomych. gdy potrafię rozmawiać z każdym, nawet z agu. gdy nie boję się. nie boję sie, wiesz? dzisiaj.

i lubię robić z siebie idiotkę na oczach całej szkoły. nawet czer powiedział zróbmy to jeszcze raz. (za dużo mówię o czer)

czas wykuć tablicę mendelejewa na pamięć.

Dodaj komentarz

już nie jak bezbiałkowy prion.

dziękuję, jakubie. dziękuję.

ty jeszcze nie wiesz, ale jestem teraz chodzącym seksem. ściełam włosy jak wtedy, gdy mnie kochałeś. przestałam obgryzać paznokcie. szerzej się uśmiecham. rzadziej uciekam spojrzeniem.

a świat się zazielenił, kolory są tak intensywne, że gdy spacerujemy ulicami miasta, nie wierzymy własnym oczom. ta trawa, czy ona jest prawdziwa? czy zielony może być aż tak zielony?

słucham dużo dylana, smakuję brzmienie nomenklatury binominalnej, kawa stygnie, potem będzie wróżenie z fusów. rozminęliśmy się. dzisiaj uświadomiłam sobie, że teraz ja jestem bardziej podobna do jakuba, niż ty, panie udający kogoś, kim przestałeś być 172 dni temu. nawet twój śmiech. nie ma twojego śmiechu. jakub bez tego śmiechu to… to nawet nie jest nieudana kopia jakuba. to jest nic.

patrzenie na twoje plecy, gdy odchodzisz. po raz pierwszy bez uczucia smutku. bo umarłeś, nie ma cię, za to ja jestem, pojawiłam się.

to miało prowadzić do nikąd. mieliśmy zamieszkać w nikąd. miało być tyle tyle tyle. pozostały kolory, zapachy, wspomnienia, deszcz. pozostał uśmiech.

kiedyś istniał taki jakub, był bezczelny i bezpośredni, nauczył mnie mówić o wszystkim, co czuję i śmiać się do utraty tchu, nazwał jeszcze raz rzeczy i pojęcia, a potem zniknął, a ja obudziłam się i dalej śmiałam się. tym razem bez zczilałtowanego piłsudskiego.

dziękuję.

Komentarze (4)

Starsze wpisy »