jesień wgniata mnie w ziemię, w błoto. deszcz, popołudnie, żadnych zwariowanych wróbli. chowanie się w samej sobie przed podmuchami wiatru, resztkami miłości.
kiedyś rozmawialiśmy o reinkarnacji, skoro mogę stać się kimś innym, czy mogę też przemienić się w marchewkę. dzisiaj robiłam preparaty, trzymałam w ręce nożyk, przede mną leżała marchewka. ciach ciach. kroiłam własne serce.