opowiadanie bajek, gdy wzrok zrównany z poziomem ziemi. szum liści. parzyste są złe, parzyste oddalają cię ode mnie i mnie od życia. ty jesteś życiem?
w parzyste kocham cię coraz mniej, moja miłość = ilość besztów od ciebie * kwadrat przyrostu czasu / 2.
w parzyste dotykam cię coraz lżej, bo z twojego ciała zbyt łatwo tryska krew. w parzyste patrzę ci długo w oczy, ale ty wcale nie patrzysz w moje.
powinieneś być jej. ona powinna być twoja. kochasz ją codziennie, kochasz ją bez przerwy, kochasz ją w każdej sekundzie swojego istnienia. więc bądź jej. nie chcę 0,50958904109589041095890410958904 ciebie. (hej, to nawet nie przypadkowa liczba, to jest policzone, zgadnij, co to za współczynnik, przecież jesteś w stanie zgadnąć wartościowość bizmutu, what’s the difference?)
leżę przy tobie i obserwuję cię, a kuba stara się mnie odciągnąć, zabrać do jakiegoś innego świata, w którym ciebie nie ma. wierzy, że w tym jedyny ratunek. ma rację.
ZA DUŻO W TOBIE JAKUBA. zabijasz mnie. w parzyste. to bardzo jakubowe. pomijając tę regularność dzienną.
chciałam pogłaskać wojtka, wojtek zamknął się w sobie, ale nie chcę, żeby wojtek był jak jakub, nie chcę, żeby wojtek był jak ty. (staram się nie nadinterpretować. tym razem to inni nadinterpretują. gdy siedzę. hm. tak. nawet ty tak myślisz! idiota. a wojtek wie, że ja cię. i każe ci siadać mi na kolanach, pf. wojtek wie, kuba wie, a ty jesteś ślepy, reszta też jest ślepa, choć podobno większość ma rację, więc może.)
pod ścianą, umierając. patrzyłeś i nie widziałeś. może to dobrze. może jednak to nie ciebie, nie z tobą, nie.