Archiwum dla październik, 2008

?! nie wiem, co o tym myśleć. o tobie. o tobie. o tobie. o sobie. snobie.

używa moich słów, moich myśli. zbyt dużo ludzi tak. nie chcę, żeby ludzie powtarzali po mnie. nie chcę, żeby ludzie wierzyli w to, w co ja wierzę. nie chcę, żeby mnie lubiono.

chcę siedzieć pod stołem i słyszeć twoje kasia, ale wiatr już nie wieje.

podkreślając, że ty w tym poście to zupełnie co innego niż ty w postach poprzednich.

(masz imię jak pewien mężczyzna, którego miało wcale nie być) (mmm)

Dodaj komentarz

dziś nie śniłeś się. dziś śnił się.

opowiadanie bajek, gdy wzrok zrównany z poziomem ziemi. szum liści. parzyste są złe, parzyste oddalają cię ode mnie i mnie od życia. ty jesteś życiem?

w parzyste kocham cię coraz mniej, moja miłość = ilość besztów od ciebie * kwadrat przyrostu czasu / 2.

w parzyste dotykam cię coraz lżej, bo z twojego ciała zbyt łatwo tryska krew. w parzyste patrzę ci długo w oczy, ale ty wcale nie patrzysz w moje.

powinieneś być jej. ona powinna być twoja. kochasz ją codziennie, kochasz ją bez przerwy, kochasz ją w każdej sekundzie swojego istnienia. więc bądź jej. nie chcę 0,50958904109589041095890410958904 ciebie. (hej, to nawet nie przypadkowa liczba, to jest policzone, zgadnij, co to za współczynnik, przecież jesteś w stanie zgadnąć wartościowość bizmutu, what’s the difference?)

leżę przy tobie i obserwuję cię, a kuba stara się mnie odciągnąć, zabrać do jakiegoś innego świata, w którym ciebie nie ma. wierzy, że w tym jedyny ratunek. ma rację.

ZA DUŻO W TOBIE JAKUBA. zabijasz mnie. w parzyste. to bardzo jakubowe. pomijając tę regularność dzienną.

chciałam pogłaskać wojtka, wojtek zamknął się w sobie, ale nie chcę, żeby wojtek był jak jakub, nie chcę, żeby wojtek był jak ty. (staram się nie nadinterpretować. tym razem to inni nadinterpretują. gdy siedzę. hm. tak. nawet ty tak myślisz! idiota. a wojtek wie, że ja cię. i każe ci siadać mi na kolanach, pf. wojtek wie, kuba wie, a ty jesteś ślepy, reszta też jest ślepa, choć podobno większość ma rację, więc może.)

pod ścianą, umierając. patrzyłeś i nie widziałeś. może to dobrze. może jednak to nie ciebie, nie z tobą, nie.

Dodaj komentarz

nocne fizykowanie. on też ma. (on też, on też!!!)

hłahła. o tej porze biolchemfiz kończy się uczyć fizyki. i zaczyna uczyć biologii. a potem jeszcze chemia. ej, jesteśmy jak studenci. noc jest długa. (a zadań tysiące – jak dodaje szaman)

uwielbiam rozmowy z wojtkiem o fizyce. to tarcie jest zrąbane – ej, bo ten współczynnik, go się nie da wyliczyć, z czego ty to masz? – praca, energia kinetyczna + uroczy rysunek, z ktorego wynika, że N=Q – N=Q?! – równoważą się – a no fakt, i wyjdzie (F-f)t - nie – nie? – nie, ale ja pewnie też mam źle.

i śmieszy mnie to. tylko my potrafimy spędzić całą noc nad dynamiką, bo to zadania to przerąb, hardcore i łorajty. nawet ty nie, a przecież.

dzisiaj trzymali nade mną gablotę, potem tamta do mnie kasia, jakie ty masz do nich zaufanie! gdyby rozkojarzyli się choć na chwilę, zgon na miejscu. gdyby rozkojarzyli się choć na chwilę, coś byłoby dla nich ważniejsze od mojego życia, więc moje życie nie miało by sensu, więc.

dowód nie wprost.

kocham, kocham. + let’s eat some sad m&m’s’

Dodaj komentarz

:)

uwielbiam cię dotykać. uwielbiam przysypiać na twoim ramieniu. uwielbiam cię głaskać.

weź się zdecyduj, człowieku. ile można tkwić pomiędzy przeszłością a przyszłością?

agnieszka zrobiła nam emofotkę i trzyma ją na komórce, twierdzi, że jest urocza.

wszyscy jesteśmy uroczy, jako całość, jako fff. mimo tej rzekomej infantylności.

o. i uwielbiam, kiedy zakładasz mi na głowę swoją czapkę i patrzysz na mnie przechylając głowę w bok, a ja dmucham w ciebie bańkami i tych baniek jest mnóstwo, są małe i powoli opadają, otaczając ciebie i mnie, wtedy jesteśmy układem zamknięty, odizolowanym, wtedy możemy rozwiązywać zadania o swobodnym spadku, bo tylko wtedy sami może swobodnie spadać, prysk. bańki w końcu znikają.

uwielbiam cię całego. [zauważyłeś już? w nieparzyste dni miesiąca jesteś mój. to dobrze, tych nieparzystych jest więcej]

Dodaj komentarz

wt.f?orek?

dzisiaj twoje imię, tuż obok, szeptem. a ja zaczęłam myśleć o tym, co razem. a potem. przepraszam, przepraszam. stałeś przede mną i czekałeś, nie potrafiłam życzyć ci tych wszystkich banałów, zdrowia, szczęścia. kiedyś twoje szczęście nie istniało, było nasze szczęście i czemu nie pozwalasz mi przyjść na tę waniliową kawę?. stałeś, a ja milczałam i przygryzałam wargi, machnąłeś ręką, pokręciłeś głową i w milczeniu. twoje oddalające się plecy.

jakubie, nie dotykajmy się, przecież. (i lepiej pozbądź się tego odruchu. tego zaraz-cię-pogłaszczę. nie dotykajmy się)

bez baniek, ale miło. bronienie czer przed wielką kapłanką prawdy. gwałcenie alicji. (a wcześniej. ponad pół nocy z fizyką. a gdyby użyć tu trójmiana? a znasz liczby zespolone? eee… no to następnym razem je sobie przerobimy)

istniejesz. ja istnieję. ty możesz mnie dotykać, twój dotyk jest mmmmmmmmmmm. (i jakuba zostawmy w nawiasie, niech nam się nie pałęta po tekście, po życiu, po tym, co razem razem razem)

Dodaj komentarz

tęsknię.

od poniedziałku łacina, od wtorku umartwianie. hej, nie mów, że to tylko postjesienne przemęczenie. 10 minut zastanawiałam się, czemu w ruchu przyspieszonym v nie jest stałe.

i mam ochotę krzyczeć, że tarot ma rację. jestem o krok od zjebania. ale się trzymam.

zawsze pozostaje jeżdżenie w kółko autobusem i uczenie się na pamięć nazw ulic. żeby zapomnieć o twoim smutku, który już jest moim smutkiem i zabija wszystko w otoczeniu, łącznie z fizyką, kinematyką, różowym zeszytem pełnym wykresów i twoich drobnych liter.

Dodaj komentarz

23:23.

podejście o nazwie jeśli-to-zaliczę-wszystko-będzie-dobrze.

mimo że później trzeba będzie zaliczyć o wiele więcej. ale protista to pierwsze wielkie-łacińskie-kucie. vorticella to miłość mojego życia. prawie jak baloniki.

zaliczę, zaliczę.

przecież już nawet pamiętam o istnieniu peristomu. alweoli. synkarion. czemu synkarion kojarzy mi się z antycznym teatrem?! (i z synekdochą)

ZALIIIIICZĘ!!! (i wszyscy inni też, i będziemy puszczać bańki!)

Dodaj komentarz

nie.dziela. ??? a lot of biology.

głupia kasia postawiła sobie tarota.

i zapachniało tobą.

tyle rzeczy. tyle nieistnień.

jebana egzaltacja. fuuu. ale słusznie. jesteś zbyt fajny, żeby być mój. (mimo że tarot rzecze inaczej)

Dodaj komentarz

niech żyje parenchyma. useless things are sexi.

mimo że coraz więcej wad w nich widzę, mimo że wkurzają mnie te różne powiedzonka, to, że czasem tak strasznie samotno i out out out, mimo że już znam ich na pamięć, co bywa męczące – nie wyobrażam sobie bez nich życia.

bo są moi. mogę im opowiedzieć o tym, że postanowiłam zostać politykiem, o tym, że nietzsche mówi, że bóg umarł i o tym, że kiedyś wyjadę w bieszczady i tyle ze mnie będą mieli (i niektórzy chcą wyjechać ze mną).

są moi. i kiedy powinniśmy się uczyć biologii – uczymy się, razem. i planujemy, razem, puszczanie baniek, też razem.

moi, moi, moi. i też nie lubią systematyki protista! : )

Dodaj komentarz

?!?!?!

hmm. długo.

ciemno, zimno, mgła i sierp księżyca. opowiadanie bajek. rżnięcie w karty w pociągu. bańki z kubusiem. spanie z wojtkiem i morim. męski dzień. bardzo męski. głupie żarty z popielem. duży siedzący nam na kolanach. przytulanie się do frania. męski dzień, ale bez ciebie. ciebie już nie ma.

wspinaczka wysokogórska. doktor filozofii wędrujący po świecie. rewolucja w kambodży. cześć, ale masz ładną wodę. ej, raciborskie gołębie nie uciekają przed ludźmi! pierogi na ławce przy szachownicach. ZIMNO. brak sił. brak chęci.

nie rób mi tu telepatii. nie nie nie! i nie mów, żebym przesłała ci zdjęcia z tobą, bo je wszystkie usunęłam, człowieku, człowieku. nie wraca się po.

Komentarze (1)

Starsze wpisy »