Archiwum dla listopad, 2008

<3.

znów. znów to samo. znów noce z chemią i dnie z biologią. znów cztery godziny snu, w dodatku wypełnione liczbami. znów ta chęć zniknięcia lub odnalezienia pana a., choć wychodzi chyba na to samo.
zima.

jego fasolka kiełkuje właśnie.
a mnie przy tym nie ma.
hmm.

Dodaj komentarz

głową w mur.

bo poznali się przypadkiem i byli na siebie skazani.
a potem on ją pokochał, choć wcale nie chciał.
a potem ona go pokochała, choć było za późno.

a potem było ‘zaczekam na ciebie’ i nie zaczekała.
i jeszcze ‘tak, przyjdę na ten dworzec’ i nie przyszła.

a jakub kiedyś powiedział, że już nigdy nie zniknie.

hm.

Dodaj komentarz

taaaaaaaaaaaaaaaaaak.

zimno. w środku, we mnie.

zaliczone wszystko. póki co. historia pięknie, 3 będzie bezproblemowo. z geo pewnie będę zagrożona, ale kto się przejmuje jakimiś beznadziejnymi zjawiskami endogenicznymi?! ee. wychodzi na to, że średnia paskowa? wstyd, wstyd. w liceum?! NA BIOLCHEMIE?! (biolchemfizie, kurna, biolchemFIZIE)

a więc teraz weekend. chwilowe jebanie mszaków, funkcji i literatury średniowiecza.

nie czuję, nie myślę. wojtek mnie wkurza, szczególnie swoim ulubionym ‘a ja najchętniej wysadziłbym to wszystko w powietrze’. tomek wkurza swoim znikaniem. jakub wkurza swoimi smutnymi oczami, boję się jego smutnych oczu, są zbyt smutne, zbyt moje. ‘marnujesz czas na myślenie o czymś, co nigdy już nie powróci’. chyba wszystko nadinterpretuje, nawet tarota. chyba nie dawno tarot mówił mi, że będzie dobrze, że będzie początek?

koniec też jest początkiem.

Komentarze (2)

too TIRED to fuck.

dzisiaj, dzisiaj.

nie odzywam się do ciebie – ok – … – ale tam wyjdzie po prostu sól i woda, po tych wszystkich reakcjach? – … – bo cię nazwę kwadratowym dzieckiem ekranu! – nie, kurna, wyjdzie takie mięciutkie, zielone coś.

bieg w deszczu, byle zdążyć, byle zdążyć, rozpięta kurtka, rozwiane włosy.
ej, to jest wiosenny deszcz – ehe *.* – i słońce tak świeci – EHE *.* – i trawa jest taaaka zielona!

ale ten basen śmierdział chlorem ;/ – ale ty śmierdzisz chlorem – …………………………… yyy ……… TY TEŻ!

z wojtkiem, z kamilką, w oz. ‘ale wy jesteście dziwne’, ee, powiedział mężczyzna, który jest żółto-czerwony i robi bomby, które później detonuje w lesie.
POROST – nie ma bata – POROST! – o kurna, porost – postójmy tu i pooddychajmy – eee – EJ! A TA TRAWA JEST TAKA ZIELONA
deja vu, deja vu.

nie chciałam, żeby poszedł. ale znów. kolejny mężczyzna, kolejne oddalające się plecy.

ok. jak pójdę spać o 4, to wstanę rano. ok.

tak, tak, a jakub umarł, może to i dobrze. może to i źle.

Komentarze (2)

nocą.

wybacz. wieczór z turnauem, czterema kawami, litrami herbaty i dwoma mężczyznami mojego życia nie jest prosty. szczególnie, gdzie wszędzie jeszcze chemia, chemia, która wszystko zaczęła, chemia, która wszystko skończyła.

nagle sobie przypomniałam, że nie jesteś tym, kogo kochałam. choć całkiem nieźle go udajesz.

dzisiaj nagle pojawiło się słońce, niebo było deep blue, przypomniała się wiosna i spacerowanie z akwarelami nad Rzeką.

dobrze mi z nimi, ale to oznacza nie więcej/nie mniej niż dobrze mi z nimi.

(nawet z tobą wojciechu, mimo że kolejny raz ratujesz moje życie. dosłownie)

nagle przypomina się to uczucie na polskim, to, że. kasiu, kasiu, przecież ty musisz zostać pisarzem. jestem pisarzem, uwielbiam rozmowy z kruszi, uwielbiam moją klasę, uwielbiam joannę i uwielbiam madź, bo jako jedyna pamiętała o moich imieninach. (poza tatąmamąbratempsem)

i przecież jest dobrze. uczymy się nazw wszystkich kości po łacinie. i piszemy o nadtlenku wodoru. śmiejemy się, że mimo, że to prawie jak francuski, różnic jest mnóstwo. i mylą nam się dyftongi. na francuskim śmiejemy się, bo rodzaje się mylą i nagle robimy się obojnakami. geografia jest zła, tworzymy wokół niej spiskową teorię dziejów i pokazujemy sobie obsceniczne gesty, gdy ewa nie patrzy. biologia to 6 godzin w tygodniu masakry. oczy bolą od wpatrywania się w mikroskop, palce bolą od ściskania pióra. wiemy, że to się opłaca. wiemy, że przez to jesteśmy najlepsi z biologii. ale jakim kosztem. polski to 5 godzin w tygodniu rozmów o wszystkim i o niczym. polonistka się powoli przyzwyczaja, w końcu nie da się nas nie kochać. bawimy się w chowanego i wszędzie znajdujemy zboczone aluzje. ja piszę moje miniatury, a tomek szuka szczęścia pod paprotką. jest dobrze. jest dobrze.

wcale nie potrzebuję do tego jakiegoś mężczyzny. wcale.

coś, jakby wolność, po nieomal roku. coś, jakby poczucie, że kiedyś już była ta noc i te słowa tutaj. były?

dobrze mi, dobrze. a tarot nie kłamie. :)

Dodaj komentarz

jakub, chemia, łacina, bo noc długa jest.

kruszi: a usta to os.
kam: *śmiech*
kasia: oz is everywhere!
i powiedz, że zest nie rysuje psychiki ;x

kruszi: no, ale jak witamy i żegnamy się?
kasia: ave et vali!
czer: ave satan ;o
krusziu: jeżeli już – ave satanum.
tajna sekta łacinników ]:->

mori: łaaa, kasia, co tam masz? marshall? footswitch?
duży: kaaasia, łał :D
tomek: przynosisz footswitch do szkoły? łaaaa <3.
kasia: no ba. jest taki zielony i mięciutki. i wygląda jak sterta mchu.
[tak, to był mech, tak, w pudełku od mojego footswitcha. cóż ^^]

kasia: a co to?! ;o
kruszi: moje kwiatki :)

kruszi: a co TO?! ;o
kasia: moje mchy :D

+ gorączka, duszenie się, 10 punktów stracone za temat, nie rozumiem, spoko. ale max za walory. ha. (i summa sumarum miałabym 84% z matury, ej, to mnie zaspokaja przecież)

‘on cię dotyka oczami’. ojej.
mógłby przyjść. mógłby istnieć.
beznadziejna sytuacja. beznadziejny pomysł. (wiesz, że riverside ma piosenkę o tobie?)

Dodaj komentarz

.

to chyba już chore. tak, to bardzo chore. tak.

szamanowi aż żal. mój pokój? w Mieście? nie mam siły na pociągi i tramwaje.

nie mam siły na życie.

siedzę i wdycham twój zapach. tak, to chore.

Dodaj komentarz

z dreszczem.

nadinterpretuję cały świat. nagle zaczynam to lubić.

pachnie tobą. czekał na mnie. i jest. śmiesznie leży w dłoni i pisze kolorem, którego jeszcze nie widziałam. nadinterpretuję go, bo wydaje mi się, że to taki wyraźny komunikat: widzę przez ciebie na wylot. widzisz?

dzisiaj dobry dzień. palce wszystkich skierowane we mnie, strzałka aż się uśmiechnęła. masz takie lekkie pióro! ehe. teraz już długopis.

jakubie, jakubie. skoro już wróciłeś, to opowiedz mi bajkę po francusku. proszę.

(bajka tomka, z dedykacją dla mnie: jedzie sobie czerwona ciężarówka. wypełniona kartonami z mlekiem. i nagle jeb, spadł meteoryt gdzieśtam i krowy przestały dawać mleko. więc to ostatnia ciężarówka z mlekiem na świecie. jedzie sobie i granica, celnicy zabierają pół mleka i wypijają, bu. jedzie dalej i się gubi, więc kolejna połowa mleka stracona, bo wypita. pytanie: jak ma na imię kierowca? zenon – wersja wojtka. józek – wersja moja. krzysztof!!! – druga wersja wojtka. a morał taki, że kierowcą ciężarówki zawsze jest krzysztof.)

ee.

bo ja się boję tej kontynuacji. ale będzie dobrze. w końcu napisałam na 88%. w końcu w liceum wcale nie jest tak groźnie.

Dodaj komentarz

dziwnie.

twój wzrok mówi mi to, co chcę usłyszeć. to przecież wcale nie oznacza nic dobrego. to oznacza nadinterpretację. widzę to, co chcę widzieć.

twój wzrok mówi mi, że jeszcze kiedyś będzie wspólne monachium, góry, place zabaw i spacery po solnym.

twój wzrok mówi mi, że dasz mi ten długopis, który czekał na mnie od września. a ja napiszę nim o tobie. i wtedy może znikniesz znowu.

ale przecież warto. przecież umieram bez.

Dodaj komentarz

jakub. znów.

ojej. od nowa.

boję się, że to jednonocny wybryk.

co nie zmienia faktu, że.

kurwa, prawie rok!

kochamkochamkocham.

Komentarze (1)

Starsze wpisy »