bo ja już dawno przyzwyczaiłam się, że sylwester to taki dzień, kiedy wszyscy się bawią, a ja leżę w łóżku i gorączkuję.
w tym roku standardzik – brak alkoholu (jack daniels się skończył przedwczoraj, a tak długo czekał na dzisiejszą noc!), litry herbaty, zamulająca muzyka, błękitna piżamka i mnóstwo filmów. byle do rana. (KTO MI ZABRAŁ ‘MIĘDZY SŁOWAMI’?!)
podsumowanie 2008?
żadnych ogółów, dużo wspomnień pojedynczych chwil. zegarek pożyczony na szczęście, przyniósł szczęście, przyniósł zmiany. pierwszy uśmiech jakuba, tylko dla mnie. skakanie na zielonych poduszkach z kamilką i łukaszem, początek przyjaźni, któraj uż kiedyś była i kiedyś minęła. telefon w sklepie wędkarskim, od jakuba, ‘chciałem cię usłyszeć’. granie z lemurem na przerwie, na niebieskim korytarzu, z dwuwatowym wzmacniaczem, spóźnienie na polski. konkurs polonistyczny, pisanie na dłoniach, palcach, nadgarstkach, łokciach, wszystkiego, poza tym, co miałam napisać, pisanie o nim, o mnie, o nas. ‘nie pasujesz do niego, uświadom to sobie’, lichu, jego dziwne okulary, jego wzrok bez zrozumienia. siedzenie na tarasie u taty i czytanie bukowskiego, nagle sąsiad z filiżanką kawy i jazzem, mmm, tak. zielone paznokcie i jego ‘jesteś taka… oryginalna’ ‘pojebana?’ ‘tak, pojebana’. ‘mamo, idę na biolchem’ ‘ehe’ ‘naprawdę’ ‘ehe’ ‘NIE ŻARTUJĘ’ ‘o kurwa’. siedzenie na parapecie, obserwowanie rosnącej trawy i wpieprzanie pierogów. odnalezienie kapusty w centrum miasta. bieganie z nożem po lesie. płacz przez wranę, ‘i jak to się nazywa?’ ‘>kasia-ma-przesrane-przez-nas<’ ‘postawa prometejska, ej, na polskim jesteśmy!’. puszczanie baniek i jedzenie pączków, czwartkowo. szukanie szczęścia pod doniczką, mori szukał, mori, a tomek ‘też kiedyś tam szukałem, ale chyba nie ma’. picie kawy zrobionej przez zenie, na podłodze, zwijając się z bólu. siedzenie na moście z kamilką, z nogami po tej złej stronie, ‘dziewczynki, zejdźcie stamtąd, przecież możecie spaść’ ‘może o to nam chodzi?’. pan jajkowy, szukanie go po całym mieście. bieg po wiadukcie z molly, a za nami jadący pociąg, rzucenie się w trawę, brak słów. tamten las, tamte trupy, tamto milczenie, z martą, ‘kasia, ciebie tu nie ma, ty tam umarłaś i zostałaś na zawsze’. wojtek całujący mnie w szyję. mori podpisujący mi się na glanie, gdy chciałam umrzeć. czytanie z szamanem podręcznika do teorii chaosu. ‘wiesz, że we francuskim uwielbienie znaczy więcej niż miłość?’ ‘wiem’ ‘je t’adore’.
to nie był zły rok. nie.
mam krwistoczerwone usta i nie jestem w stanie wymówić ani słowa.
jest dobrze. jest dobrze. a będzie jeszcze lepiej.
zielono-żółtego nowego roku…