Archiwum dla styczeń, 2009

are you waitin’ for the heaven?

są rzeczy w tobie, których nienawidzę.
*długie milczenie*
był taki wiersz. że ona, pani niewiadomokto, podmiot liryczny, zamknęła w pudełkach wszystkie rzeczy, które on, pan niewiadomokto, ukochany podmiotu lirycznego, nienawidził w niej. tych pudełek było dużo, coś koło 40. zamknęła je w pudłach i wywiozła gdzieśtam.
i żyli sobie, żyli, ale jej czegoś brakowało.
i pojechała do tych pudeł i siedziała i płakała nad nimi.
i wróciła z nimi do domu, a on, pan niewiadomokto, odszedł.
‘jestem kilkadziesięcioma rzeczami, których ty nienawidzisz’.

to, że nienawidzę tych rzeczy w tobie, nie oznacza, że masz się ich pozbywać.
tak?

jakieś problemy z tożsamością. back to oz.

Dodaj komentarz

jutro.

wczorajsze jutro to dzisiaj.
ale jebane tomorrow never comes.
czekałam na ciebie tyle, poczekam jeszcze jeden dzień.

tylko nie pytaj co się dzieje z moimi nadgarstkami.
jedna z tych kwestii, które ciężko wytłumaczyć.

Dodaj komentarz

jutro?

ok. powrót do grzybów, renesansu, klapejrona, dynamiki, piastów, zjawisk egzogenicznych, pierwszej pomocy w przypadku krwotoków i (najgorsze) ukochanych deklinacji in latin.

tak, proszę państwa. koniec ferii.

a więc to, czego miałam się nauczyć w 2 tygodnie, pozostaje do nauki w 2 dni. aj lof yt.

drugi semestr będzie gorszy…
(błagam, błagam, nie róbcie nam próbnej z botaniki, nie teeeeeraaaaaz)

ciekawe jaki smak ma succus hypherici.
ale skupmy się na anatomi.
(inferium brzmi diabelsko)

Dodaj komentarz

hmmm?

il_430xn19114961

jutro?
*miliony znaków zapytania fruwają w powietrzu*

tuiteraz, chemia.

Dodaj komentarz

i tak jeśli śni mi się imię, to tylko jakub.
nienawidzę się za to. nienawidzę.

zaraz jebnę w ścianę mandalay’em. here love is what you need.
umiesz zagrać na djembe imitację deszczu? ja już tak.

i odkryłam, że moje paznokcie są miernikiem szczęścia.
rosną, rosną. mają już prawie po centymetrze.

milcząco.

Dodaj komentarz

im glad you exist

speszenie jakuba fascynuje mnie. chłopcze, chłopczyku, przecież nie mogłam wieczność płakać przez ciebie w poduszkę. *bip bip telefonu, on czy…?* *asia. też dobrze*

wpieprzanie nocą herbatników jest złe. a przy tym jeszcze świetlicki. brak deszczu. twoja obecność. wątpliwości.

zawsze mam wątpliwości. może to reakcja autoimmunologiczna. mój organizm broni się przed tobą, bo potencjalnie możesz mnie zniszczyć. znów pieprzę. przed chwilą łyknęłam leki, to na pewno dlatego.
te ranne powodują osłabienie, apatię, smutek, senność.
te nocne powodują hiperaktywność, euforię i brak kontroli nad myślami.
bez sensu, prawda?

słuchanie swap meet i czekanie, czekanie, czekanie.
kto powiedział, że wszystko musi mieć sens, cel i znaczenie?

Dodaj komentarz

głową w klawiaturę.

i nagle w środku dnia kładziesz się do łóżka, wszystko wydaje ci się żółto-pomarańczowe i potrafisz mówić tylko o obojętności. nie jest mi smutno, jest mi obojętnie. to złe.

m., jak to wytrzymujesz? już rok?

śniło się morze, śniła się statyka/dynamika, śniłeś się ty.
płakałam przez sen.

buahaha. i myśl – witamina b mnie uratuje.
módlmy się do witaminy b.
kochajmy witaminę b.
niech żyje witamina b.
*idzie łyknąć witaminę b nie-wiadomo-ile*

Dodaj komentarz

puff.

złe się śniło.
złe się zeźliło.

czuję się tu uwięziona.

Dodaj komentarz

garść tabletek

skrzyp, skrzyp, skrzypienie glanów. śmiech.
to miasto jest takie małe, że w 2h da się przejść całe koźle. więc z jeden dzień jesteś w stanie poznać je całe. oczywiście z uwzględnieniem największych atrakcji regionu, czyli wszystkich ruin, zamków, rzek, lasów, obozów koncentracyjnych i nędznych klubów.
nad odrą cicho i ciemno. pusto.

to takie głupie. mam świadomość, że to tylko przez leki, a mimo to chcę wyć ze smutku.
dobrze, że nie napisali w skutkach ubocznych o żadnych zakochaniach, żadnych miłościach. wtedy mogłabym się bać.

siedzę w kącie, gryzę nadgarstki, wdycham zapach słoneczników.
mała, nie zaciągaj mnie jutro na malarstwo. idźmy na fotografikę, walniesz mnie w głowę instaxem i może wreszcie zmądrzeje.

słowa, których już nigdy, od nikogo…
proszę, wytrzymaj ze mną jeszcze miesiąc. wtedy koniec leków, wtedy nie będę już wybuchać płaczem z byle powodu.

pamiętasz? najokrutniejszy miesiąc to kwiecień. drżę.

Dodaj komentarz

the sun becomes her

mam motylki w brzuchu.

Where do you live?
Love is a place

nucenie, tupanie, śmianie.
hej, dzisiaj wyrósł mój pleśniak.
dzisiaj czuję się, jakby cały świat był mój (i twój).

przyjedź już, zaczynam liczyć sekundy. przyjedź, przyjedź. przyjedź, nawet jeśli nie mam prawa tęsknić.

Komentarze (1)

Starsze wpisy »