po prostu kiedy znikasz, uświadamiam sobie, że możesz już nigdy nie wrócić.
i wtedy myślę, że coś jest nie tak. że przesadzam. że powinieneś walić mnie młotkiem w głowę.
i’m addicted tłumaczą jako jestem zaangażowany.
bzdura.
po prostu kiedy znikasz, uświadamiam sobie, że możesz już nigdy nie wrócić.
i wtedy myślę, że coś jest nie tak. że przesadzam. że powinieneś walić mnie młotkiem w głowę.
i’m addicted tłumaczą jako jestem zaangażowany.
bzdura.
niedziele są prywatnym świętem, zamykamy się, separujemy od reszty świata, w tle jazz lub placebo, leżymy na zdjęciach (taki fetysz), niepewnie dotykamy się. czuję się wtedy tak nierealnie. tak jakbym przez te +-48godzin zapominała jak to jest, kiedy jesteś obok.
(i jestem przekonana, że jeśli miałabym teraz umrzeć, to w sobotę, w tym totalnym zawieszeniu, tuż po i tuż przed)
poniedziałki są ulubionym dniem tygodnia. miło, że się w tym zgadzamy. ‘cały tydzień przed nami’. też tak to widzę.
jestem trochę rozmamłana. grzyby na ścianach, grzyby w mojej głowie. manubrium. obgryzione paznokcie. no przecież się staram. nie widać.
jutro, jutro. jutro znormalnieję, jutro przestanę płakać w najmniej oczekiwanych momentach.
(po prostu nie lubię być dorosła, po prostu boję się konsekwencji, ok?)
jestem gdzieś w środku, zupełnie sama, z fusami po herbacie na dnie żółtego kubka i milionami owiec. tak, owiec.
surrealistycznie. czy to się dzieje? czy to się stało?
TĘSKNIĘ. duszę się z tęsknoty. duszę.
dzisiaj?
dzisiejsze dzisiaj to zawieszenie pomiędzy wczoraj (chcę zapamiętać wczoraj, na zawsze, ok?) i jutro (jutro wydaje się odległe o lata świetlne).
pachnie szczypiorkiem i tęsknotą.
niczego nie żałuję.
kiedy odjeżdżam, niepewnie trzymam się barierek, balansując z plecakiem na prawym ramieniu i torbą w lewej ręce. po chwili przychodzi sms od ciebie. już tęsknisz. dotykam włosów, próbując zapamiętać jak najwięcej z ciebie.
kiedy odjeżdżasz, marzę o dniach, kiedy będę mogła przy tobie zasypiać i budzić się, chodzę w kółko po domu, starając się wychwycić resztki twojego zapachu.
jestem nieskończenie szczęśliwa, przez sam fakt twojego istnienia.
to jest moja wieczność.
pachnie tylko i wyłącznie tobą.
magia, której nikt nie zrozumie. ćśśśśśśśśśśśśśśśśś.
ostatnie autobusy? czy pierwsze?
tak, przeciwstawne kciuki są dowodem geniuszu ewolucji.
a nocą francuski, mykologia i chaos w głowie.
zrobimy sobie wycieczkę?
podoba mi się ta myśl. podoba mi się to, że istnieję.
najbardziej podoba mi się to, że ty istniejesz tuż obok. w moim świecie.
i jebać geografię. amen.
wczoraj była wiosna, dziś spadł śnieg.
jedziesz tutaj (to brzmi prawie jak ‘jedziesz do mnie’). za kilka godzin cię dotknę. to uspokaja.
zmieniłam się tej nocy.
dziwne uczucie, wejść w spodnie za małe od trzech lat. śpiewać z mężczyzną, przez którego jakub kiedyś ze mnie zrezygnował. obserwować jacka danielsa stojącego na stole i nie pić go.
dziwne uczucie, wiedzieć, że to ty. że tylko z tobą. z nikim innym.
śpiewałam smutne piosenki o miłości i chciałam, żebyś tam był i żebyś wiedział, że kiedy mam kocie kolczyki, robię się dziwnie sentymentalna.
wkurzasz mnie niezmiernie, chłopcze. ale i tak cię. i tak.
czarne dżinsy, czarna bluzka. czarne glany. czarne kolczyki z czarnymi kotami.
czarna kredka. czarna kurtka. CZARNY WIECZÓR. czarna noc.
przyszła wiosna, a ciebie nie ma w pobliżu. nie chcę iść z kimś innym na pierwszy wiosenny spacer.
chcę, żeby wiosna kojarzyła się tylko z tobą.
szkoda, że cię tam nie będzie. szkoda.
NIE STRASZ MNIE HATIFNATAMI.
dzisiaj będzi ci opowiadać bajki po łacinie.
pełne anatomii.
pełne kolorów.
gubię się. za bardzo za tobą tęsknię. uzależnienie?