a więc jest jedna część ciebie, ona mówi – jezu, jak ja ją kocham, jest dla mnie najważniejsza na świecie.
i jest ta druga cześć, ona mówi – cholera, tak bardzo ją kocham, ale żyłem w taki sposób 17 lat, jak mogę teraz wyrzec się tego wszystkiego?
i to rozumiem. i w pewien sposób to podziwiam.
uwielbiam budzić się przy tobie. uwielbiam jeść z tobą śniadanie, obiad, kolację. uwielbiam jeździć z tobą autobusem. uwielbiam spóźniać się z tobą. uwielbiam przychodzić na czas z tobą.
mimo małolat wpatrzonych w ciebie jak w obrazek i próbujących cię poderwać. mimo kociaczka, rzucającego ‘kasia, nakrzycz na nie i powiedz, że nie pozwalasz!’ (i ktoś mówił, że moja chemiczka jest be?).
uwielbiam, gdy mi gotujesz. uwielbiam, gdy robisz za mnie zakupy. uwielbiam, gdy rzucasz ‘chyba będę musiał zostawić u ciebie jakąś szczoteczkę do zębów’.
to podział obowiązków. to stabilizacja.
kamasutra leży na podłodzę. tak, poczytamy. choć połowy słów nie rozumiemy. boli mnie, ale jestem niezmiernie szczęśliwa. boję się, ale wiem, że wieczność. ta, która zaczyna się na końcu mojegotwojego palca.
i wieczorne oglądanie hałsa.
jesteśmy sobie przeznaczeni, panie wojciechu.
w końcu uwielbiam, kiedy odlatujesz, uwielbiasz, kiedy odlatuję. mhm.