i przez te wszystkie miesiące, mimo że kocham, mimo że jestem szczęśliwa, mimo że nie chcę nic zmieniać i do niczego wracać, często myślałam o jakubie. to była pierwsza magia w moim życiu. i choć teraz jestem trzmielem, mam skrzydełka, mam ogonek (tak, trzmiele nie mają ogonka, jestem trzmielo-myszą) i mam mnóstwo magii, czarów i baśniowości – tamto wydawało mi się wyjątkowe.
i wreszcie pstryk, uwolnienie, nieznaczący błąd. nieznaczący? kiedy mylisz ‘przyjść’ z ‘odejść’, to znaczy tylko, że nie umiesz opowiadać bajek po francusku.
i nagle ta cała magia uleciała. ta dawna. teraz ubieram się na żółto i zielono, nie muszę odwracać głowy w stronę okna i choć często się kłócimy, wiemy, że to tylko taki okres. że i tak możemy zawsze na siebie liczyć. że jesteśmy dla siebie stworzeni.
oszukiwałeś mnie na każdym kroku. twoje istnienie też było oszustwem.
znów uśmiecham się, znów z na wpół wysuniętym językiem. bo mam ciebie, a kiedy nawet cię nie ma, mam w głowie te wszystkie światy, dostępne tylko mnie (i tobie, tak).