Archiwum dla Październik, 2009

e?

mokre włosy. mokre oczy.

biologia nie jest fajna. fizjologia nie jest fajna. nie chcę wiedzieć, jak to wszystko się dzieje. to odziera świat z magii.

te słowa są we mnie. hamuję je tylko. niech siedzą, czekają na lepsze czasy. backspace, backspace, backspace. dlatego ostatnio boję się nawet piór i długopisów. nie mają backspace’a.

znów to samo. slow dancing. ciemność. chemia. popękana skóra.

śni mi się a. można byłoby z kimś o tym porozmawiać. dreszcze. nie da się. słowa. hamowanie słów.
w snach wszystko jest inaczej. gorzej. a potem się budzę i racjonalizuję.

jeff, jeff. 300 minut śmierci.

Dodaj komentarz

chaos w mojej głowie

jedliśmy razem jabłka. śmialiśmy się. było tak dużo słońca i muzyki. rozmawialiśmy na chemii o jakiś dziwnych teoriach chemiczno-filozoficznych. rozmawialiśmy dużo. dużo. dużo. pisaliśmy smsy. to były te dobre czasy, które miały nadejść. one wtedy trwały.
nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. nigdy nie zwracałam na to uwagi.

do dziś traktuje mnie inaczej. dotyka delikatniej. mówi spokojniej. z uśmiechem. z tym spojrzeniem, dziwnym. bardzo dziwnym. ma brązowe oczy. mam uraz do brązowych oczu.
do dziś rozmawiamy na chemii. jak dawniej. jemy jabłka. śmiejemy się. tylko słońca jest mniej. i muzyki.

do dziś broni mnie, nawet, kiedy nie trzeba. jest dziwny. rzuca nieśmieszne żarty. łatwo się irytuje.

i nigdy go nie kochałam. nigdy. był kimś, z kim je się jabłka. kto trochę rozumie mój świat-na-opak.

za tydzień urodziny jakuba. wreszcie rozumiem, dlaczego zniknął. wcale nie czuję się z tym lepiej.
1,5 roku. mayer. fizyka, mimo że nie trzeba, a biologię trzeba.

‘nie, nie podawaj mi racjonalnych powodów. jestem fizykiem, potrzebuję czyjegoś doświadczenia’.

fajnie, że istnieje progesteron. fajnie, że kiedyś pozbędę się nerwicy. drugi krok do wyleczenia to pozytywne myślenie, tak?

Komentarze (1)

jak zawsze.

zimno, zimowo. za tydzień śnieg, a przecież ty jesteś moim zimowym chłopcem.

mam pomysł na cudowny prezent, cudowny. nie mogę się doczekać, żeby ci go dać. dawanie prezentów jest lepsze niż ich otrzymywanie, wiesz? szczególnie, że ten będzie mój. sama go zrobię. spędzę nad tym wiele godzin i choć prezent zużyje się pewnie w jeden dzień – i tak czuję, że będzie wyjątkowy. że dzięki niemu poczujesz się wyjątkowy.

tak poza tym? starsi ludzie się do mnie uśmiechają. rozmawiają ze mną. budzę zaufanie? obsługa zjazdów jest fajna. ciasta budyniowo-jabłkowe są fajne!

wszystkie mrówki gdzieś zniknęły. zimno, deszcz. dalej to samo. i tak to się już kręci. w kółeczko. jutro góry, wiatr. gdzieś tam czeka na nas świat. ale to jeszcze nie teraz. jeszcze nie.

(a we wtorek wrocław. znów. mieszanina lęku i ekscytacji)

Dodaj komentarz

można, można. nawet trzeba.

wiatr i słońce. dużo wiatru, dużo słońca. rozwalające się autobusy i pociągi. dzisiaj trochę pachniało przeszłością. to wcale nie było złe.

chodziliśmy w kółko po tym rynku, na którym kiedyś zaczynałam przygodę z fotografią. ludzie nawet na nas nie patrzyli, to dlatego tak lubię tam być. można być nikim. przez chwilę nie istnieć.
potem było dużo francuskiego i dużo innych książek. a gdy zamknęli już nawet ostatnią księgarnie, siedzenie w knajpie, gdzie dziadkowie godzinami grają w szachy. kawa, dużo kawy. twoje ciepłe dłonie. twoje oczy.

właśnie wtedy zaczęłam na tacy w kolorowe kwadraciki rysować wrocławski rynek, jego okolice, kazimierza wielkiego, gdzie kiedyś przesiadywałam i czekałam. na co czekałam? na koniec?

i zaczęliśmy się kłócić, gdzie jest plac solny, przecież wiem, gdzie jest plac solny, co z tego, że zaburzyła mi się orientacja, że wyszło na to, że masz racje. plac solny to tam, gdzie pachnie kwiatami i jakubem. to już nigdy się nie zmieni.

na zewnątrz zimno, ciemno. światło załamuje się na szybach okien.

i trochę nie na temat – czy widzisz światełko w tunelu? ćśśśśśśśśś.

Dodaj komentarz

?!?!?!

ciężki wrzesień. taki kwietniowy, jak nieudany żart primaaprilisowy. jak jakubowe zniknięcie.

szybko zleciało. wolno zleciało. czuję się, jakby minął rok. dużo kubusiów, wody mineralnej, serków danio, kawy pitej na języku polskim, analizy romantyzmu, bezsensownych kłótni, które już, na szczęście, zostały wyeliminowane.
różne zapachy i różne dźwięki. słowa, znów pojawiające się znikąd w mojej głowie. inne światy.
kocie kolczyki i dużo pędzli. dużo akryli i bóle stawów.
popołudnia w czytelni, wieczory spędzone na przytulaniu. totalnie z dnia na dzień.

totalnie inaczej niż rok temu. jazz, plany na przyszłość i ty.
no i jeszcze to, że nagle staliśmy się szefami z bio. to też totalnie inne. totalnie nowe. niech żyje bodziszek łąkowy! łuhuu!

Dodaj komentarz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.