ograniczanie horyzontów, hipokryzja. i to wieczne uciszanie, monotonny konformizm.
skutkują: drżeniem rąk, ciągłym lękiem, tłumionym płaczem, czytaniem fausta.
dzisiaj sama poszłam na zakupy i kupiłam naboje do pióra i oboje uznaliśmy to za ogromny sukces. samodzielna wyprawa do sklepu! jak źle musi być z człowiekiem, żeby takie coś było postępem?
chciałabym móc mieć wybór. ale nie mam i nigdy nie będę mieć. zawsze będą jakieś z. i zawsze będą jakieś kruszynki. trzeba sobie z tym poradzić. to tak frustruje. poznawać takich ludzi jak sz., z tym jego ‘źle! źle! ale to całkiem ciekawe, kontynuuj’. takich jak p., który nagle przeskakuje z najprostszych równań na liczbach bezwzględnych do teorii liczb urojonych. to fascynuje. pomijając ten moment brutalnego zderzenia z rzeczywistością gdy z. mówi, że własne interpretacje są stratą czasu. że zabieram lekcję. mhm.
nie mam wyboru. nie mam. i nagle znów doceniam moją mamę. za to, że chce do niej pójść i powiedzieć, że mam prawo wyrażać swoje zdanie. bo mam.
drżenie, płacz, nawet włosy mi wypadają. koniec świata!