Archiwum dla Listopad, 2009

krokodyl?

ograniczanie horyzontów, hipokryzja. i to wieczne uciszanie, monotonny konformizm.
skutkują: drżeniem rąk, ciągłym lękiem, tłumionym płaczem, czytaniem fausta.

dzisiaj sama poszłam na zakupy i kupiłam naboje do pióra i oboje uznaliśmy to za ogromny sukces. samodzielna wyprawa do sklepu! jak źle musi być z człowiekiem, żeby takie coś było postępem?

chciałabym móc mieć wybór. ale nie mam i nigdy nie będę mieć. zawsze będą jakieś z. i zawsze będą jakieś kruszynki. trzeba sobie z tym poradzić. to tak frustruje. poznawać takich ludzi jak sz., z tym jego ‘źle! źle! ale to całkiem ciekawe, kontynuuj’. takich jak p., który nagle przeskakuje z najprostszych równań na liczbach bezwzględnych do teorii liczb urojonych. to fascynuje. pomijając ten moment brutalnego zderzenia z rzeczywistością gdy z. mówi, że własne interpretacje są stratą czasu. że zabieram lekcję. mhm.

nie mam wyboru. nie mam. i nagle znów doceniam moją mamę. za to, że chce do niej pójść i powiedzieć, że mam prawo wyrażać swoje zdanie. bo mam.

drżenie, płacz, nawet włosy mi wypadają. koniec świata!

Komentarze (1)

hipopotam

wszystko jest takie zimne i ciemne. poza twoimi oczami, ustami. twoim ciałem. twoją bliskością.
nawet wrocław męczy, te spóźniające się tramwaje i nieprzychodzący wykładowcy. czasem ma się po prostu dość.

chciałabym, żeby tak zostało. śnią mi się indianie, a w pokoju pachnie akrylami. i tobą, zawsze tobą.
słowa się kończą. jestem księżycem, co to znaczy? że „pojawiają się u mnie obrazy, myśli, wizje idące z głębin mojej podświadomości’ cytując chrzanowską. i nie mów mi, że tarot to wróżenie, ok? coś w tym jest. obrazy, myśli, wizje…

kim ty jesteś? stoisz obok i patrzysz.

księżyc to znak typowo wodny. chciałabym mieć 

Dodaj komentarz

sok z czarnej porzeczki, błoto.

ten piątek 13 przeskoczył na sobotę. ten pech. uhm.

to złe, wiesz? że siedzę przy tobie, na wykładzie u cudownego feynmanowego wykładowcy, tak bardzo cię kocham!, całuję cię w ramię!, a mimo to kątem oka zerkam na mężczyznę w kącie, obserwuję go od drugiego wykładu, czyli już kolejny kolejny kolejny tydzień.

on wygląda jak jakub. tylko, że ma błękitne oczy. to boli. jakub z błękitnymi oczami i ciemnymi włosami, to jak połączenie dwóch najgorszych i najsłodszych koszmarów.

wciąż koszmarów.

gdyby ten autobus się spóźnił… wiesz, nie dałabym rady. jeden raz – ledwo się przeżyje. ale dwa? to ponad moje siły. ponad siły każdego. jestem silna, he? chyba tak. pomijając te wszystkie płacze i oczy tłumu utkwione we mnie. czasem czuję się taka naga.

Dodaj komentarz

i nadal zasypiam w autobusach donikąd.

nie lubię ekologii. nie lubię sukcesji. nie lubię tego uczucia. o.

skurcze łydek i mordercze spojrzenia. wiem, że każdy kiedyś dostanie to na co zasługuje. ale chcę już teraz. teraz. TERAZ.

druk druk. katalogi z biologii nagle zaczynają mieć sens. jutro wykłady i znów ośmieszenie. to chyba złe, żyję nauką i twoim dotykiem. to chyba bardzo źle.

Dodaj komentarz

że cooo?

lubię go, za tę pasję. za to, że przypomina biegańskiego. za to, że jest zboczony.
matematyka znów jest cudowna i pachnie wanilią.

jestem już tym wszystkim wykończona. to nie jest normalne, prawda? jechać autobusem i rozmawiać o tych wszystkich lizogennych cyklach, o GERL, o mózgu wyciekającym nosem.

po prostu chciałabym mieć czas, żeby spać. nic więcej. trochę snu. boję się tego 12.12, czuję się, jakby to miał być wyrok. w prawo lub w lewo, inaczej już nie będziesz mogła, kaśka. nie nazywaj mnie kaśka, ok? czemu oni tak lubią nazywać mnie kaśka?

za dużo biologii, za mało fizyki. śni mi się pogoń, brum brum brum, dużo gazu pieprzowego.

żabka, blublu, ryjkonosek! *o* jedyny ocalały dinos! *o* jestem totalnym świrem i jem zimną pizzę :(

Dodaj komentarz

blah

są takie chwile, gdy jest dobrze. błogo. gdy łaskoczemy się przed biologią i na sam widok twoich zębów zwijam się ze śmiechu. gdy jako jedyna wiem o tych głupich rybosomach, czemu 70s są i u prokariotów i w chloroplastach. kiedy czytam mój psychodeliczny opis litwy pełen kpin i morderstw, a wszyscy mnie słuchają. naprawdę słuchają.

a potem wracam do domu i nic nie znaczę. powinnam się od tego odciąć, wiem. być ponad to. szkoda, że tak się nie da.

stuk stuk klawiszy uspokaja. co z tego, że jutro będzie epic fail w wersji francuskojęzycznej? move to trash.

a może to tylko choroba odkleszczowa?!

Dodaj komentarz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.