Archiwum dla Styczeń, 2010

ratuj mnie.

chyba tu przebiega jakaś granica. tu gdzie jestem. poddać się albo jakoś żyć dalej. ciężko. w takich momentach fizycznie boli nawet to, że o rady proszą ludzie, którzy mi nie pomogą, nie chcą pomóc, mają w dupie.

chciałabym już nigdy nie jeść. nie słuchają mnie, gdy to mówię. nikt nie słucha, nawet Ty nie słuchasz. chciałabym już nigdy nic nie zjeść. nigdy. marzę o świecie, w którym to jest możliwe.

po prostu w pewnym momencie ból jest tak wielki, że mogę tylko krzyczeć, a ja nie krzyczę. i marzyć o powrocie do szpitala, bo tam chociaż dają miliony środków przeciwbólowych. nie, nie lubię szpitali, ale tam się bałam mniej, tylko w nocy.

to siedzi w głowie. tak myślę. to siedzi w głowie.

Dodaj komentarz

prowidencjonalizm sucks.

dzisiaj znalazłam słowa. zasypiając w autobusie, z głową pełną śniegu. teraz znów szukam tych słów, zgubiły się po drodze, na którymś z przystanków, na których nie wysiadłam, a przecież mogłam.

czasem czuję się pusta. szukam godzinami kartki z żółtą farbą, a jej nigdzie nie ma. zbieram niepotrzebne przedmioty, bo kiedyś mogą się przydać. dostaję cudowne książki, ale ich nie czytam. może i żyję po swojemu, ale czy warto?

siekiera. hohoho.

Komentarze (1)

i naprawdę z bólem ciała łatwiej żyć niż z bólem duszy.

plum plum.

Dodaj komentarz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.