jest bardzo lutowo.
rozmowy z jakubem. pomieszanie. nie zmieszanie. teraz jest smutno, ale już jutro… prawda? ona pisała o wietrze i o drzewach i o słońcu. o chmurach i baśniach. tak jak ja. powtórzenia i inwersje. jak ja. chyba tego dzisiaj potrzebowałam. tak?
smutne piosenki, smutna kawa o północy. tak tu pusto. boję się ciszy, która nastanie, gdy wyłączę komputer, muzykę, siebie. br.
to był ciężki dzień. i kolejne przede mną. wiesz, nie lubię być aż tak odpowiedzialna. uśmiechać się na siłę i wykonywać tyle telefonów. i mówić, że dam radę, nie, o mnie się nie martw, teraz martw się o siebie. nie, nie martw się o siebie, przecież wszystko będzie ok!
jutro będzie aparat, ale nie będzie czasu, znów. w sobotę egzamin, którego nie mogę TYLKO zaliczyć. muszę zaliczyć na 5. najwyżej poprawka. za 2tyg. musi nam się udać, tak? musi. za bardzo marzę o tej fizyce. za bardzo.
w międzyczasie jakieś bzdurne testy chemiczno-matematyczno-francuskie. dzisiaj siedziałam właśnie na tym francuskim i chciało mi się płakać. tak troszeczkę. francuski to bardzo smutny język. już nigdy bajek, nie w nim. uhu.
gdy piję dużo kawy i przytulam się do ciebie, jest lepiej. ale teraz. teraz usiłuję rozczesać włosy i przeczytać szkice węglem. to nie może się udać, nie może. nawet nie pamiętam szczegółów o barionach. ogółów też. boję się, że tak będzie całe życie. a kiedy czytam o tym wietrze, o tych kwiatach, o baśniach. to jest mój świat, wiesz? to tam pasuję najbardziej. nie do liczb, probówek, elektrod, wzorów, eksperymentów, mikroskopowania. chciałabym wziąć farbki i namalować żółtą strzałkę od teraz do bieszczadów.