Archiwum dla Luty, 2010

she thinks she isn’t blessed.

szukasz słów, znów. i oczywiście nie możesz ich znaleźć. nietzsche mógł zaczynać zdania od a więc, ale ty nie możesz. nie możesz też wyć z bólu, płakać i pić zimnej kawy. a jednak to robisz. dziewczyno, co w tobie jest takiego, że z każdym krokiem w górę, spadasz o kilometr w dół?

to wszystko kwestia wiary w siebie. udawania. smoke and mirrors, czyż nie? gdzie się podziała ta dziewczyna, która przed niczym się nie cofnęła? gdzie jest ta, którą nazywali bezczelną i arogancką? lubiłam ją.

bajki po francusku. nie dziś, kochanie. gramatyka i nudne listy z nudnych podróży, których nigdy nie było.

wycie z bólu, płacz i picie zimnej kawy – mimo wszystko.

Dodaj komentarz

mhm.

mój mężczyzna stoi właśnie pod prysznicem. wróci za jakieś 10 minut, bo uwielbia długo się myć, nawet bardzo długo. wróci i przytuli, i będzie do samego rana.

to piękne.

Dodaj komentarz

ph.

kolejny człowiek z przeszłości. widzimy się codziennie i codziennie do siebie mówimy, ale dziś rozmawialiśmy po raz pierwszy od miesięcy. i choć się zmienił, jest bezczelny i arogancki, troszkę jak ja – dalej jest tak samo. dalej mówi niby z ironią, choć wiem, że to nie ironia. a teraz siedzę z zimną herbatą waniliową i myślę o tych jabłkach, które jedliśmy i o spacerach w słońcu. było fajnie, ale to nie było to. i myślę o tych wszystkich razach, kiedy mi coś tłumaczył, kiedy sprawdzał, kiedy załatwiał, kiedy pozwalał kłaść sobie nogi na kolana, żeby było mi wygodniej. co takiego w nas jest, że pragniemy tylko tego, czego nie możemy mieć, tego, co nas niszczy? wrodzona skłonność do autodestrukcji? on nie patrzy na świat jak ja, ale widzi to co ja. może to kwestia doświadczeń. tak.

‘mówiła, że potrafi określić charakter człowieka ze sposobu w jaki je fantazję’. zawsze osobno. zawsze.

Dodaj komentarz

pure magic?

tylko w snach jestem wyjątkowa. większa niż malutka.

brakuje mi doktora sz., a minęło dopiero… ile? dwie i pół doby? czy tak będzie całe życie? wyjątkowi ludzie będą pojawiać się tylko w snach lub na chwilę, żeby zaraz zniknąć i zostawić kolejną pustkę?

kruszyna powiedziała ‘jak mi was będzie brakować’ i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że to już koniec. puff. może dlatego mówię ci, że nie chcę nigdy dorosnąć. nie chcę, żeby płynął czas.

i już zawsze fizyka będzie miała ten smutny zapach. zapach znikania. zapach jakuba.

Dodaj komentarz

luźne przemyślenia postdynamiczne oO

kiedy to się już skończy, za kilka dni, może tygodni – będzie mi tego brakowało. choć jestem zmęczona i nie ma już w domu kawy, i wszystko wydaje się być na opak. uwielbiam siedzieć z tobą nad stertami notatek i zastanawiać się, co ten wzór ma do reszty. zwykle nic. bezsensowne adnotacje na marginesach, które tylko mieszają, zamiast pomagać. taka jestem. uhu.

będzie mi brakować tego stresu i tych godzin wypełnionych wzorami, a najbardziej będzie brakowało mi doktora sz., już mi go brakuje.  zdamy. zdamy na 4. co najmniej. tak.

a potem już będą te punkty, indeksy i koniec świata. i może nie będę musiała srać w gacie przed maturą…

Komentarze (2)

zimno.

nie chcę przyjaciela, który się mnie wstydzi.

uhu. to chyba o to chodziło od samego początku.

Dodaj komentarz

follow the cops back home.

jest bardzo lutowo.
rozmowy z jakubem. pomieszanie. nie zmieszanie. teraz jest smutno, ale już jutro… prawda? ona pisała o wietrze i o drzewach i o słońcu. o chmurach i baśniach. tak jak ja. powtórzenia i inwersje. jak ja. chyba tego dzisiaj potrzebowałam. tak?

smutne piosenki, smutna kawa o północy. tak tu pusto. boję się ciszy, która nastanie, gdy wyłączę komputer, muzykę, siebie. br.

to był ciężki dzień. i kolejne przede mną. wiesz, nie lubię być aż tak odpowiedzialna. uśmiechać się na siłę i wykonywać tyle telefonów. i mówić, że dam radę, nie, o mnie się nie martw, teraz martw się o siebie. nie, nie martw się o siebie, przecież wszystko będzie ok!

jutro będzie aparat, ale nie będzie czasu, znów. w sobotę egzamin, którego nie mogę TYLKO zaliczyć. muszę zaliczyć na 5. najwyżej poprawka. za 2tyg. musi nam się udać, tak? musi. za bardzo marzę o tej fizyce. za bardzo.

w międzyczasie jakieś bzdurne testy chemiczno-matematyczno-francuskie. dzisiaj siedziałam właśnie na tym francuskim i chciało mi się płakać. tak troszeczkę. francuski to bardzo smutny język. już nigdy bajek, nie w nim. uhu.

gdy piję dużo kawy i przytulam się do ciebie, jest lepiej. ale teraz. teraz usiłuję rozczesać włosy i przeczytać szkice węglem. to nie może się udać, nie może. nawet nie pamiętam szczegółów o barionach. ogółów też. boję się, że tak będzie całe życie. a kiedy czytam o tym wietrze, o tych kwiatach, o baśniach. to jest mój świat, wiesz? to tam pasuję najbardziej. nie do liczb, probówek, elektrod, wzorów, eksperymentów, mikroskopowania. chciałabym wziąć farbki i namalować żółtą strzałkę od teraz do bieszczadów.

Dodaj komentarz

i mieszkałem kątem na równi pochyłej.

dobrze, że wróciłaś? może nadinterpretuję. może szukam słów tam, gdzie słów nikt nie chce. może uciekam, choć nie ma przed czym. jestem dziwnie zielono-niebieska.

wiem, że. hej, było tak dobrze, kiedy milczałeś. tak spokojnie. tylko czasem śniłam, czasem tęskniłam. ale to rzadko. było tak, jak chciałam. teraz znów nad niczym nie panuje.

ale ty taki jesteś, prawda? mówisz o miłości tylko wtedy, kiedy chcesz zranić, a o tęsknocie i powrotach, kiedy chcesz zniknąć i milczeć miesiącami.

przecież to nie ja. przecież już nie warto.

(pamiętasz? dużo muzyki i obolałe palce i głaskanie głaskanie. tyle mi z tego zostało. nie chcę nic więcej)

Dodaj komentarz

luty.

a może teraz właśnie nadszedł czas na słuchanie jeffa i picie kawy?

to bez sensu. rzucił dwa zdania, a ja teraz będę miesiąc czekać, aż odezwie się znów. pamiętasz? pchły. pchły.

Dodaj komentarz

i dont know your name.

dobrze, że ty jesteś farciarzem. to wyrównuje tego mojego szalonego pecha.
bo tak nie powinno być, wiesz? nie powinno.

i znów to wraca, uczucie, jakbym chodziła po powietrzu, jakbym. nie, nie, nie.

ostatnie dni. tygodnie, miesiące, lata. myślałam. analizowałam. jedno wielkie DLACZEGO. błagałam go nawet. błagałam, żeby pojechał, ten jeden jedyny raz. że potem zniknę. nie będę już pisać, nie będę tęsknić. nie będę nikogo męczyć. nie będę go męczyć. nie. chciałam tylko, żeby ten jeden raz ze mną pojechał, spędził ze mną noc we wrocławiu. chciałam naprawdę czuć jego zapach na solnym. chciałam, żeby zobaczył jak to jest, być przy mnie. żeby zobaczył mój uśmiech i usłyszał mój śmiech i widział jak tańczę, kiedy jestem szczęśliwa. chciałam tylko kilku jebanych godzin pożegnania. kurwa, zasłużyłam na to. zasłużyłam.

od roku nie rozmawialiśmy. ponad roku. czemu ma takie cholerne wyczucie, że napisał akurat dzisiaj. dzisiaj mam rocznicę. dzisiaj jestem szczęśliwa, dzisiaj myślę tylko o wojtusiu. nie pisz mi o koncercie bony, nie pisz mi, że. nie pamiętaj. czemu kurwa zawsze pamiętałeś, że kocham deszcz i pachnę wanilią, CZEMU?!

to burzy moją powoli budowaną równowagę. i co najśmieszniejsze, to też wiesz, to też pamiętasz. więc robisz to celowo. a nawet nie ma jeszcze kwietnia.

Dodaj komentarz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.