impreza za imprezą. dużo muzyki. udziela mi się strach przed maturą. hej, mnie to nie dotyczy!
jutro kraków. nagle, spontanicznie, bez żadnego uprzedzenia. wiem, ona to lubi. ja niby też. ale to kraków. dobrze, że nie będzie tam przemka. i jakuba. wystarczysz ty i wspomnienia. dużo wspomnień.
ile to już? 4 lata? jakoś tak. boję się. nie wiem czego się spodziewać. w końcu wrocław pachnie wanilią i kwiatami, nie muszę się tego bać. znam to. czym będzie pachniał kraków? wódką, papierosami i moim lękiem. naprawdę czuję się, jakbym w końcu musiała stanąć oko w oko z duchami z przeszłości.
ostatnio był ten stan, kiedy każda myśl wydaje się nowa i genialna. rano obudziłam się i to uczucie zniknęło, tylko na biurku leżał stos biletów i paragonów zapisanych drobnym maczkiem. historia tego, co mogłoby się wydarzyć, ale nie wydarzyło się i już nie wydarzy.
czasem myślę, że to prawdziwy soulmate. łączy nas to, co jest najgłębiej. powiedziała dzisiaj ‘kasia, wyciągnij go do krakowa, on musi wyrwać się z domu’ i wiedziałam co ma na myśli. i prosiłam, i mówiłam. ‘renia chce żebyś jechał. no jedź jedź jedź jedź’. nie powiedziałam, że ja chcę. tego by posłuchał, prawda? czasem przygląda mi się. długo. potem przeprasza. może właśnie tak powinno być.
choć to nie jego kocham, dzięki niemu udaje mi się stawiać czoła temu, co było. ciekawe, czy płacze. ciekawe, czy gryzie ręce do krwi. ciekawe, czy kiedyś znajdzie swoje szczęście.
‘nienawidzisz w nim wszystkiego tego, co uwielbiałabyś, gdybyś tylko potrafiła go kochać’.
czasem chcę go przytulić. ale przecież nadal nie potrafię uwolnić się od jakubowego głaskania. to to samo, prawda?
w piątek znów będziemy śpiewać piosenki o miłości. nie bój się mnie. to nie ja zabijam smutnych niewinnych chłopców.