to tak nie działa. dziwnie usłyszeć twój głos po dwóch miesiącach, ale to tak nie działa. kochasz mnie, więc ‘przyjedź’ zabrzmiałoby jak deklaracja.
nie będzie żadnych deklaracji. wolę pić bez ciebie, niż patrzeć jak cierpisz.
to tak nie działa. dziwnie usłyszeć twój głos po dwóch miesiącach, ale to tak nie działa. kochasz mnie, więc ‘przyjedź’ zabrzmiałoby jak deklaracja.
nie będzie żadnych deklaracji. wolę pić bez ciebie, niż patrzeć jak cierpisz.
na 21 minut przed tym momentem, kiedy zacznie się reszta życia i już nigdy nie będę mogła płakać nad rozbitym kolankiem i przytulać się do mojego pluszaka – myślę o przyjaźni. tyle było ludzi, którzy mieli znaczenie. których chciałabym dalej znać, ale zniknęli, rozmyli się gdzieś. mówili, że jestem ważna. to taki wkręt. jak jakubowe ‘nigdy nie zniknę’. każdy tak mówi, nikt nie ma tego na myśli.
są ludzie, z którymi rozmawiałam kiedyś godzinami, a których mijam teraz bez słowa na ulicy. są tacy, którzy wysyłają listy. podziwiam ich, ja nie potrafię nawet odpisać. wszyscy byli bliscy, wszyscy mnie rozumieli. byli do mnie podobni.
o ironio, mogę liczyć zawsze tylko na jedną. kłócimy się o byle co, nasze gusty są pod każdym względem zupełnie inne. kiedy leżymy razem w łóżku i czekamy na świt, wiem, że jestem samotna, ale ona jest obok i czuje to samo. i choć obrażamy się, i na zmianę pojawiamy się i znikamy ze swojego życia, trwa przy mnie już 7 lat. to dużo. to bardzo dużo.
za 13 minut napiję się za jej zdrowie. i za mojego mężczyznę. mojego przyjaciela.
(likierem o smaku toffi, żeby było zabawniej i po raz ostatni choć trochę dziecinnie)
sprzęgło, bieg, gaz. w brzuchu bzzzz ze zdenerwowania. jutro pierwsza jazda i już wiem, że będę super zajebistym kierowcą!