Archiwum dla Wrzesień, 2010

dzisiaj jechałam i chciałam skręcić w prawo. naprawdę chciałam. stanęłam na światłach. na pasie do jazdy w prawo. przed światłami z prawą strzałką. z prawym kierunkowskazem. ale pojechałam prosto i nie mogłam zrozumieć, czemu nagle w samochodzie zapadła taka dziwna cisza.

tak jest z całym moim życiem.

Dodaj komentarz

nie na temat

już nie mylę parathormonu z kalcytoniną. teraz tylko siebie z twarzą w lustrze. syndrom sylara, już się powtarzam…

moją wadą jest to, że nie potrafię milczeć. prawda? nie, nie mówię za dużo, zwykle milczę i nie jest to to miłe przyjemne ‘wspólne milczenie’, raczej milczenie w rodzaju kłopotliwej ciszy, która nastaje, kiedy dwoje ludzi musi ze sobą przebywać, choć nie ma ze sobą absolutnie nic wspólnego. ostatnio rzadziej, ostatnio dogaduje się z ludźmi, którzy. którzy co? którzy nie mają pasji. to chyba najgorsze, co można powiedzieć o człowieku. tak.

nie potrafię milczeć, muszę wyrażać swoje zdanie. muszę. kiedy pytasz, skąd wzięło się prawdopodobieństwo iloczynu, chce wyć, to tylko dane, to tylko fakty, przed którymi zostałeś postawiony. kiedy ania ma 3 jabłka, a kasia 2 jabłka i pytają cię, ile jabłek mają łącznie, kto pyta skąd one te jabłka wzięły? licealiści z biolchemu. nie mam siły siedzieć cicho.

co innego teraz. ciężko znaleźć słowa. nie lubię długich ciągów (pojawiania się i znikania).

Dodaj komentarz

with head full of…

boję się, że któregoś dnia wsłucham się w tik-tak zegarka i jak sylar uświadomię sobie, że to nie ja.

jeff, jeff, czemu brzmisz tak wesoło w porównaniu ze mną? my head is burning. myślę tylko o maturach i tych 249 punktach, tegorocznym progu. śnią mi się same dobijające rzeczy i naprawdę mylę wszystko. parathormon z kalcytoniną i kombinacje z wariacjami. jestem tylko małą dziewczynką.

presja przygniata mnie do ziemi. burning, burning.

Dodaj komentarz

nieistotne

znasz to uczucie? wszystko ma już toczyć się powoli, spokojnie i DOBRZE. ale w życiu nie ma happy endów.

myślałam, że się przyzwyczaję, ale się nie przyzwyczajam. kolejne miesiące leczenia, które nic nie daje. raz lepiej, raz gorzej. już nawet nie jestem zła. totalnie zrezygnowana.

chciałabym mieć siłę wierzyć, że będzie ok. chociaż tyle. chciałabym, żeby kiedyś jeszcze nadszedł choć jeden taki dzień, kiedy nie będzie mnie bolało. robię się monotonna. znikam.

Dodaj komentarz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.