Archiwum dla Grudzień, 2010

bapple.

ostatnio widziałam ich w autobusie. obejmował ją. śmiała się. może m. ma trochę racji (dużo racji!), ale oni się kochają. niech pobędą chwilę szczęśliwi. później i tak odejdzie. tacy mężczyźni odchodzą.

może czasami stań na ulicy i popatrz na drzewa i zrób tak za 6 miesięcy i porównaj
może dlatego kiedyś chciałam go uratować.

mam przeogromną ochotę na balila i jego bd.

Dodaj komentarz

wanilia, jaśmin.

nie, nie jestem zła. w pewnym momencie osiągasz taki spokój, że już nic cię nie rusza.

to tylko zabawne – mieć pretensję, choć samemu nigdy nie zapytało się, co się dzieje. nic się nie dzieje, śmierć we mnie rosła, ale już ją wykończyłam.

nowy rok będzie szczęśliwszy.

Dodaj komentarz

jabłuszko

i nigdy bym nie podejrzewała, że mężczyzna, któremu złamałam serce i mężczyzna, który mi złamał serce staną się najlepszymi przyjaciółmi i nigdy nie dowiedzą się, że ich w tak cholernie zabawny sposób połączyłam.
to pewnie dlatego mam jakąś awersję do chemii i probówek. szczególnie na przełomie grudzień/styczeń.

Komentarze (1)

would have been.

w piątek jest najgorzej. w głowie jeszcze te wszystkie liczby i funkcje robią wyścigi, a ja nie potrafię nie myśleć o tym, kim bym była, gdyby nie jedna nieżyczliwa mi kobita. kobita, nie kobieta. jakaś głupia wieśniaczka, która nie potrafi przyznać, że umiem. że rozumiem. że potrafię. że zasługuję.

jeżeli próbną z rozszerzonej też napiszę lepiej niż matfizy, będę w snach pluła jej w twarz. bo przecież mogłam być matematykiem. bo przecież już nigdy nim nie będę.

pewnie to lepiej. ale liczby… liczby. kurwa, przecież kocham liczby bardziej, niż plamy z atramentu na palcach.

Dodaj komentarz

i to w moich pięściach dojrzewają chrabąszcze

600 stron pachnących Nim. dzisiaj mija 65 lat. pachnę nowymi perfumami i piję sok pomarańczowy. kiedyś ktoś odszedł przez sok pomarańczowy. to była tylko fikcja, ale czy fikcyjni bohaterowie nie mają uczuć?

aby to uczcić – dużo liczb (choć ich nie lubił), dużo francuskiego (choć za nim nie przepadał) i dużo ciszy. ewentualnie pan kozelek.

ten tydzień jest bardzo zły. bardzo dużo lekarzy i bardzo dużo bólu. ale co się dziwić, zaczął się od rocznicy takich urodzin, prawda?

(czasem, kiedy widzę tamtego, przeszłego, nieistniejącego, myślę o Nim. mógłby być poetą, przecież jego życie było poezją, przez taki krótki cudowny czas. i nigdy nie pojmę, jak można woleć żyć jako zwykły człowiek, niż umrzeć jako poeta. niż kochać jako poeta. co za różnica.)

także – wszystkiego najlepszego, chłopcze o dłoniach smutnych jak opuszczone gniazda.

Dodaj komentarz

więcej liczb, mniej słów => idealny świat

matematycznie. za mało liczb, za dużo funkcji. wszystko jest takie abstrakcyjne. i ci ludzi, którzy pytają, czemu mówię pipół, a nie półpi, bo przecięż jest półgodziny, a nie godzinapół. może coś w tym jest. nie, nie ma. (nie, nie jestem)

ciężko. grudzień jest najbardziej frustrujący. nie lubię dawać prezentów (im), nie lubię dostawać prezentów (od nich). ale to ostatnie takie święta, niech im będzie.

miliony znaków zapytania. i poszukiwanie tego cholernego prawdziwego horyzontu. gdzieś za tym widocznym. za dużo słów.

Dodaj komentarz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.