Archiwum dla Styczeń, 2011

z cytrynką.

jeszcze chwila i miną dwa lata. chciałabym, żeby ten dzień był lepszy. żeby świeciło słońce. wszędzie latały baloniki. każdy mógł zjeść tyle cukierków, na ile ma ochotę.

ale wystarczy, że będziesz obok i będziesz mnie kochał. kolejny rok. i dwa, i pięć, i dziesięć. aż do śmierci.

*smutna blu z nosem na kwintę*

Dodaj komentarz

idź.

czasem, kiedy wszystko już opowiesz, naprawdę wydaje ci się, że słowa się skończyły. wszystkie istniejące kiedykolwiek słowa. nic nie niesie ukojenia. ale to mija. tak.

gdyby życie można było rozłożyć na czynniki pierwsze… ale nie można. nie hipotetyzuj.

boisz się mnie i dlatego mnie nienawidzisz. bo reprezentuje sobą wszystko, kim chciałaś być, ale nie potrafiłaś. a może to znów nadinterpretacja.

potrzebuję snu, whiskey i dużo przytulania. może jutro. może pojutrze.

Dodaj komentarz

pierwiastek z dwa minus jeden.

zrobiłam to. rozwiązałam. czuję się prawie tak, jak kilka lat temu, gdy znalazłam algorytm, nad którym pracowałam kilka miesięcy. teraz to trwało tylko godzinę, ale obok siedzieli trzej inni zajebiści matematycy, a i tak mi się udało. udało się. policzyłam. znalazłam niewidoczny horyzont.

*nuci pod nosem*

Dodaj komentarz

buuuu

padał deszcz.
kałuże.
deszcz.
kałuże.
brak żab.

znikam, rozmywam się. znów. zostanie po mnie tylko ten jebany wodoodporny tusz. beznadziejnie.

Dodaj komentarz

ciężko poskładać się na powrót z tych małych kawałków, na które rozsypuję się każdego ranka.

Dodaj komentarz

kto, ja?

biologia.
biologia.
biologia.
biologia.
(mogę tak całą noc, byle już nie uczyć się grzybów)
biologia.
biologia.
biologia.
biologia.

mycerium oO

Dodaj komentarz

nigdy i nikomu.

dzisiaj zauważyłam piotra i justynkę. to było dziwne. piotr kiedyś kogo innego całował w kolano (pamiętam to tak dobrze). kiedyś czytałam o wojaczku, książka miała żółtą okładkę, siedziałam na parapecie, podszedł i zapytał ‘co jest, słońce’. oboje byliśmy wtedy tak cholernie nieszczęśliwi, on przez tę panią, którą w kolano, a ona go cyk, z innym, ja przez jakuba, co nie wymaga już komentarza, już nigdy, przenigdy nie będzie go wymagało.

w każdym razie… dwoje ludzi tak bliskich kiedyś jest teraz razem, a ja jestem poza tym, nie widziałam ich jakieś dwa lata i ani nie płaczę, ani nie zastanawiam się. otwieram stare dzienniki, wysypują się pocztówki. berlin, karpacz, wenecja. kiedyś było prościej, zapisywało się adres w notesie, wysyłało kartkę i to coś znaczyło. teraz wszystko jest przesadzone. wszyscy wszystko nadinterpretują. każde słowo i każdy brak słowa – to za dużo.

i poznajemy siebie przez te zdania rzucone mimochodem, o snach i muzyce. dreszcze, dreszcze, dreszcze. jestem nudna w każdym języku i na każdy temat. ćś.

Dodaj komentarz

?

3 miesiące i koniec. nic mnie nie boli – powiedziałam do pana chirurga i oboje się uśmiechnęliśmy. to miła zmiana.

jutro stracę część moich włosów. nie podoba mi się sama myśl o tym. a potem – liczby. a potem – zakupy. a potem – dawanie i dostawanie prezentów. a potem – chemia. CO ZA DZIEŃ.

siedzę nad portretem ofiar i katów. nie ogarniam. najchętniej napisałabym sama jesteś katem, ale to nie nawiązywałoby do borowskiego i jego cudownych opowiadań.

nieogar, tak zwany. mniejsza z tym. let’s go dancing!

Dodaj komentarz

drżę. może będzie ok, a może nie będzie. boję się. kiedy wreszcie czujesz się zdrowy, najbardziej boisz się powrotów.

mam nadzieję, że pan chirurg jutro szybko zrobi, co ma zrobić i powie, że już więcej się nie zobaczymy. to takie moje małe marzenie. ok? boję się, strasznie się boję.

dzisiaj też się bałam. kiedy złapałam p. za rękę i prosiłam, żeby opowiedział mi o wzorcach parenetycznych, a on westchnął i powiedział ‘wolałbym opowiedzieć ci o tlenku baru’. nawet jakub spojrzał na nas inaczej. jakby wreszcie pojął, jakie to wszystko jest popieprzone. messed up. jakby czas się cofnął do nocnych bajek o dziewczynkach pijących NaOH.

dla takich migawek chcę żyć. dlatego, panie chirurgu, zrób, o co cię proszę. dobranoc.

Dodaj komentarz

11cm?

kupiłam sobie najpiękniejsze szpilki jakie istnieją na całym świecie! co z tego, że póki co chodzę w nich jak robocop. nie ściągam ich ze stóp, są takie ładne, piękne, śliczne, cudowne, więc pewnie do weekendu będę w nich śmigać jak w glanach (których już nie mam, ale co tam).

łuhu! super, super! szpilki i zapach wanilii+jaśminu. jutro urodziny teitura, mojego prawie kolegi.

jest dobrze, lepiej, najlepiej! mimo środowej wizyty o złego pana chirurga, który stwierdzi, że zostało mi pół roku życia. nevermind, takie żarcik. hoho. nie, jest dobrze i koniec.

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.