Archiwum dla Luty, 2011

d.g.

nie jest aż tak źle. przynajmniej po świecie nie chodzą gady w ludzkiej skórze. świeciło słońce, znałam odpowiedź na każde pytanie i d. się śmiała, co oznacza, że nie jesteśmy bandą ułomków.

może jutro nie zatrzasnę kluczyków w aucie i nie struję się kawą. może jutro będzie jeszcze bardziej nie-tak-źle.

potrzebuję tylko świata, w którym to wszystko naprawdę liczyłoby się.

Dodaj komentarz

deficjencja.

czy to normalne? ostatnio potrafię mówić tylko o biologii i jedzeniu emenemsów. mrożek nudzi. przegrałam w scrabble. jest ciężko i będzie jeszcze ciężej.

nie lubię takich dni. ciemnych, bez końca.

nawet zapach wanilii wydaje się nie na miejscu.

Dodaj komentarz

crunchy.

-więc dlaczego zostałaś?
-przez faceta.
-przecież Go jeszcze nie znałaś.
-innego.
-wiedział o tym?
-mhm. nie wiem. musiał wiedzieć. w pierwszej godzinie naszej znajomości powiedziałam mu, że albo wyjedzie ze mną, albo nigdzie się nie ruszam, a nawet nie byłam pijana. chyba to nie jest trudne do zrozumienia.

nie lubię o tym myśleć, szczególnie na 70 dni przed maturą, z głową pełną biologii i chemii (ale przecież tego nie byłoby, gdyby nie on).

Dodaj komentarz

So this is obsession, this lesson you’re keeping me guessing

We want our film to be beautiful, not realistic
Perceive me in the radiance of terror dreams
And you can betray me
You can, you can betray me

But teach me something wonderful

tuż przed snem czytam o nim. później długo leżę i tulę poduszkę, myśląc, kim był i kim już nie może być. czy gdyby kiedyś, za 40 lat, zapytano o mnie kilkudziesięciu ludzi, też okazałoby się, że każdy zna tylko cząstkę prawdy i nie wie, gdzie ona się kryje wśród miliardów innych informacji, miliardów znanych półkłamstw, póz, mitów.

potem budzę się, jest ciemno, piję sok pomarańczowy. przy łóżku zawsze musi być sok pomarańczowy i telefon z twoim numerem, już wybranym, wystarczy nacisnąć zieloną słuchawkę.

But you know, no matter where we are
We’re always touching by underground wires

bardzo chciałabym cię dotknąć. proszę pana. choć nie ma cię, nie istniejesz, może nigdy nie istniałeś, może ktoś cię tylko wyśnił.

Dodaj komentarz

max.

czasem trzymam głowę w umywalce, pod wodą i wstrzymuję oddech, zastanawiając się, czy to nie przez to samo bukowski ocipiał na pewnym etapie swego szalonego życia. codziennie pobijał rekordy w nieoddychaniu siedząc przed zegarem i czekając.

też czekam. aż coś się zmieni. dzisiaj skończyła się pewna historia. jestem jeszcze mokra, od tego umywalkowego nurkowania, i trochę mi smutno. resztka herbaty na dnie kubka. trzeba pójść spać i dośnić ciąg dalszy.

tak. zdecydowanie potrzebuję ciągów dalszych.

Dodaj komentarz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.