Archiwum dla Sierpień, 2011

all smoke and mirrors.

wytłumacz mi, jak to jest, że nigdy nie mogę na ciebie liczyć, że po prostu cię nigdy nie ma, a wystarczy, że rzucisz jedno słowo, że poprosisz – i pobiegnę ci na pomoc. nawet gdyby to było teraz, choć jestem tak zła i rozgoryczona. nie pojmuję tego.

i nigdy ci tego nie wybaczę. zniknięcia. puff.

Komentarze (1)

przemieszczenie.

na urodziny dostałam życzenia od johnny’ego deppa (naprawdę!) i miliard kartonów do rozpakowania.

ogólnie jest dziwnie, ściany nie są pomarańczowe, okno jest po innej stronie, kiedy leżę w łóżku i kiedy puszczam jeffa muzyka rozchodzi się jakoś inaczej (większa przestrzeń? to chyba to).

i jest mi trochę smutno, bo nie mówi się złych rzeczy przez telefon, o. *idzie wypić arbuzowego tymbarka*

Dodaj komentarz

soundproof

i znalazłam się jakoś w tym obcym, wielkim mieście. jeździłam zbyt wieloma tramwajami. piłam za dużo kawy. na początku szukałam go w każdej przechodzącej osobie. patrzyłam przez okno i wypatrywałam go wśród setek obcych twarzy. w końcu wyleciało mi to z głowy, było tak ciepło i spokojnie. wtedy nagle się pojawił, trwało to chwilę, minutę, może dwie. zobaczyłam go, ale nie spotkałam – i chyba to mi wystarczy. że naprawdę jeszcze jest. istnieje. żyje.

tak. to wystarczy. teraz mogę po cichu spakować się i wynieść stąd. tak właśnie.

Komentarze (1)

Ciszą w huku i łoskotem w ciszy

Jesteś drzwiami które otworzyłem
A potem przycięły mi palce

o świecie, tuż po przebudzeniu, to staje się realne.

kiedyś myślałam, że człowiek nie może być taki. że skoro opalasz się na autostradzie, nie możesz upiec babci ciasta. że nie można tak pięknie się śmiać i być nieszczęśliwym. a potem zatrzymałam się i posłuchałam cię. tyle skrajności. tyle przeciwieństw.

może kiedyś w monachium migniesz mi gdzieś w oddali. albo i nie.

Dodaj komentarz

in mississipi water.

to była ta noc. tylko ta jedna noc – jak powiedział kiedyś pewien mężczyzna.

i niby wszystko pamiętam, szczegóły wcale nie zacierają się w mojej głowie, ale w momencie, gdy zasnęłam, czyli gdy już słońce było wysoko na niebie – coś się skończyło i przez to nie mogę uchwycić na czym polegała ta wyjątkowość.

wirowanie. kręcenie się. memphis.

chciałam wykrzyczeć, że po trzech dniach znałam go lepiej niż oni po 6 latach. że wiedziałam o jego chorobie, o której nie mają pojęcia. że znałam go na pamięć. wiedziałam, jak odgarnia włosy z czoła i w którym momencie to zrobi. wiedziałam, jaki ma kolor poduszki. wiedziałam, co robi, kiedy jest mu źle. wiedziałam, co jest dla niego najważniejsze. i rozumiałam to wszystko.  wiem tak niewiele, ale najwięcej ze wszystkich.

a potem milczysz i myślisz – nikogo to nie obchodzi. a jednak obchodzi. po tym poznajesz to, prawda? kto ma znaczenie, a kto nie? czy ktoś pamięta gdzie mieszkasz, jak się uśmiechasz, twój zapach, kolor oczu. czy słucha cię, gdy mówisz o memphis, czy choć trochę się wysila, czy możesz w razie czego na niego liczyć.

więc nie krzyczałam, tylko kręciłam się, wirowałam, podtrzymywałam magię. przez całą noc. mhm.

Dodaj komentarz

cant belive you were once just like anyone else.

i już. jestem wrocławianką. chciałabym przespać tę epokę.

Dodaj komentarz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.