i znalazłam się jakoś w tym obcym, wielkim mieście. jeździłam zbyt wieloma tramwajami. piłam za dużo kawy. na początku szukałam go w każdej przechodzącej osobie. patrzyłam przez okno i wypatrywałam go wśród setek obcych twarzy. w końcu wyleciało mi to z głowy, było tak ciepło i spokojnie. wtedy nagle się pojawił, trwało to chwilę, minutę, może dwie. zobaczyłam go, ale nie spotkałam – i chyba to mi wystarczy. że naprawdę jeszcze jest. istnieje. żyje.
tak. to wystarczy. teraz mogę po cichu spakować się i wynieść stąd. tak właśnie.
d. powiedział/a
przyjdź do mnie, albo chodźmy na kawę, na piwo