nie rozumiem tego – jak to jest, że siedzę na ćwiczeniach z algebry i jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, a potem wracam do domu i chce mi się wyć?
generalnie chciałabym, żeby świat składał się z samych liczb. i żeby ludzie się przejmowali. wszyscy. przecież to ma znaczenie, jak coś zapiszesz. przecież wszystko ma znaczenie. a w tym świecie, tu-i-teraz, wychodzę tylko na jebaną histeryczkę, bo uważam za błąd zapisanie czegoś w 50 linijkach zamiast w 5.
i generalnie coś w głowie szepcze mi “przenieś się na fizykę”, ale e-e. dam radę.