Archiwum dla Grudzień, 2011

więc jaki właściwie masz kolor oczu?

dziś wpadłam na obcego mężczyznę i poraziła mnie myśl, że to możesz być ty. nie znam cię. nie wiem kim jesteś.

napiszę to, co zaczęłam. historię z wielu paragonów, urwanych kartek, papierków po krówkach. dziś jest jeden z tych dni, gdy piszę na dłoniach. chusteczkach. lustrze.

wracasz. wreszcie łóżko nie będzie puste. na to warto czekać z piórem w dłoni.

Dodaj komentarz

brak słów.

wiesz kim jesteś? historią, którą próbuję opowiedzieć, ale wciąż zmieniam pierwsze zdanie, bo żadne nie jest idealne. początek ZAWSZE jest najważniejszy. otwieram książkę i chcę żeby mnie oczarowała od pierwszych słów. poznaję człowieka i chcę go pokochać od pierwszej minuty.

Komentarze (1)

kiedy zapierdalam, mają pretensje, że chce wywołać u nich poczucie winy, bo nic nie robią.

kiedy na 5 minut usiądę, mają pretensje, że nie zrobiłam tego srego i owego.

RLY?!

Dodaj komentarz

frajerka

a jednak piłam przez to wódkę. i płakałam. i byłam zbyt szczera. i ta szczerość spaliła wszystkie mosty za mną. wysadziła je w powietrze.

chciałabym, żebyś lubił MNIE. tak jak kiedyś, kiedy. to wszystko tylko kolejne moje urojenia, prawda? bo kiedy ktoś mówi ‘nigdy nie zniknę’ to kurwa nic nie znaczy, tylko mi się tak wydaje.

już nigdy nie pokażę ci prawdziwej siebie. już nigdy nie dam ci się zranić. będę udawać kogoś innego. silną, normalną nie-blu. TAK.

Dodaj komentarz

na trzeźwo.

chciałam opowiedzieć ci o masturbującym się einsteinie. to taki rytuał. jeśli ktoś wytrzyma ze mną do świąt, w wigilijną noc opowiem mu tę historię. ale nie wytrzymałeś.

i nie, nie będę przez to piła wódki. dobranoc.

Dodaj komentarz

you can get addicted to a certain kind of sadness.

nigdy o tym nie myślę. nawet nie muszę się starać, to samo chowa się gdzieś głęboko głęboko. i nie ma.

potem pojawia się twoje imię, nagle, w jakiejś głupiej rozmowie. jesteś moim wyrzutem sumienia. największym błędem. najgorszym przewinieniem. po tygodniu znów zapomnę, znów nie będę myśleć.

ale teraz przelatuje mi przez głowę, że kiedyś myślałam, że będziemy mieć dzieci. a twoja matka mnie nienawidziła. ty też mnie nienawidziłeś, ale kiedy odeszłam, próbowałeś się zabić. to chyba najbardziej chujowe z możliwych wspomnień na dwa dni przed wigilią.

najwyraźniej ani trochę nie znormalniałam.

Dodaj komentarz

jest lepiej. oddycham, nawet w tłumie obcych ludzi. rozmawiam przez telefon. odzywam się do nieznajomych. chodzę na kawę z ludźmi z uczelni. rozmawiam. mówię. otwieram usta. nie boję się. boję się, ale mniej i rzadziej. jestem mniej pedantyczna. częściej gryzę się w język, zamiast jechać po wszystkich ludziach. czasem mam ochotę uderzyć kogoś w tramwaju, ale się powstrzymuję. czasem mam ochotę uderzyć kogoś na wykładzie i prawie zawsze się powstrzymuję. nie narzucam się. nie błagam o twoją uwagę. nie krzyczę, że cię nienawidzę, gdy milczysz kilka dni.

może trochę znormalniałam. ale nie na tyle, żeby odezwać się do ciebie, bo to nadal mnie zabija. znikanieipojawianiesię. przepraszam.

Dodaj komentarz

!!!

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

potrzebuję kogoś, kto pójdzie ze mną na piwo. (choć wczoraj byłam pijana po dwóch drinkach, super ze mnie studentka-imprezowiczka)

uh.

Komentarze (1)

b.

muszę ruszyć dalej. myślałam, że przez ciebie znormalnieje. wyjdę do ludzi. ale to wszystko jest łatwiejsze właśnie wtedy, gdy ciebie nie ma. przez jakiś tydzień chciało ci się być zajebistym przyjacielem, a potem znudziło ci się, tak?

muszę przestać cię nienawidzić, ale nie da się, po prostu nie da się.

Dodaj komentarz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.