Posts Tagged andergrant

przewartosciujmy cos.inusy.

zmarł, a dokłanie 92 lata później narodziłam się ja.

a teraz piszę jego biografię. i bolą mnie obgryzione paznokcie. i fasynuje mnie to, że ona mnie słucha nawet, kiedy milczę. i dyskutuje ze mną, kiedy interpretuję nietzschego. ta pani, z której widać tylko kolano i jej białą słodką kawę, bo jesteśmy przeciwieństwami.

zmęczyłam się, twoim udawanym istnieniem. tak, twoim.

[ej, i takie. być może pochodził ze starej polskiej rodziny nickich. urocze. i FASCYNOWAŁ SIĘ MICKIEWICZEM. czytam go na przerwie, czytam, nagle takie. kama, ej, on zrzyna z mickiewicza. - e? - noooo. z inwokacji. zrzyna, zrzyna! - myślisz, że nietzsche znał mickiewicza?! - nooo... tak właściwie. nie wiem. hm. ^^ HA! ZRZYNAŁ Z MICKIEWICZA!!!]

Dodaj komentarz

in the middle of nowhere.

na skróty, stary wiejski sposób. po torach, wiadukcie, tam, gdzie zawsze pali się czerwone światło. nie przechodzić, uciekać, śmierć gwarantowana. nie śmierci się boimy, raczej braku życia.

w pokrzywach i krzakach, balansowanie na krawędzi świata. błagam, niech tutaj nie będzie zwierząt. zwierzęta są wszędzie, a we włosach liście i muszki. ścieżka prowadzi donikąd, co teraz, co teraz? przez chaszcze, w nieokreślonym kierunku. podobno w takich miejscach się umiera, tu nigdy nie znajdą ciała, a potem już tylko kości, depczemy na pewno po kimś, to makabryczne, prawda? trochę.

skraj, przepaść. trzymanie się drzew i zsuwanie się w dół. bawimy się w tarzana? chcemy zmienić świat i naiwnie wierzymy, że to miejsce nam pomoże. czerwono-szaro. wskazujący palec wyciągnięty w nieokreślonym kierunku. to tam, to tam, to wygląda na miejsce, w którym można umrzeć, to wygląda na miejsce, w którym można świętować własny pogrzeb. palec ląduje na spuście migawki.

w środku pachnie deszczem i ogniem, nad nami sufity, schody unoszą się metr nad ziemią. oddalamy się od siebie. oddalamy.                                chodź tu, chodź, to będzie zaraz, to będzie już, chodź i zobacz, zanim.

a potem ucieczka, deszcz i ogień, deszcz i ogień, na tablicy uchowała się tylko data, wydaje się zbyt bliska, a przecież czujemy się jak w starożytnym świecie. gdzieś pomiędzy przeskakuje nam przed oczami szary kangur, nie wierzymy już żadnym zmysłom.

a potem odra, oczy utkwione w niebo, spokój. kasia, czemu tylko z tobą da się dotrzeć w takie miejsce, czemu tylko z tobą da się tak ryzykować?

bo ja jestem kotem, mam dziewięć żyć. a ryzyko ma zielony kolor, jak szczyt linehorn i jak mojejego oczy.

Dodaj komentarz