Posts Tagged autobusy

tied up in ancient history I didn’t believe in destiny.

dobrze, że go nie było, wojciecha mego. mimo że skręcało mnie z tęsknoty, ale. [wreszcie mogłam cię dorwać, a ty mogłeś dorwać mnie i mimo że uciekałeś i ojej, ojej. sam mi się wepchnąłeś pod obiektyw! dziękuję]

mmm. twój sok z krowy. pisanie kolejnego opowiadanie. turkusowa książka. alicja zakochana w aqualungu, dzięki mnie! 3 godziny biologii w jednym dniu, mam skurcze mózgu!

i. i odprowadzaj mnie częściej, hm? bo nie mam co robić z rękami, ale i tak jest dobrze, światło zmienia się z zielonego na czerwone, stoimi na pasach długo, na drugich też długo, a pkp jest taaaaak daleko, a ty obok, a wiatr rozwiewa nam włosy i się śmiejemy jak idioci. cudownie.

i. i.i.i.i.i. i ja wszystko zapamiętuje za pomocą sekwencji obraz+zapach+miejsce+dźwięk. i to. to z tobą. to jesień i różnokolorowe liście wirujące wokół nas + wanilia (ej, robiłam dzisiaj niuchniuch, teeeen zapach, mhr) + stare autobusy linii 2, na końcu, przy dużym oknem, a dalej wszystko się kończy + aqualung, aqualung. i wieczne brighter that sunshine, gdy przejeżdżam przez okolice wodospadu.

what a feeling!

What a feeling in my soul
Love burns brighter than sunshine
Brighter than sunshine
Let the rain fall, i don’t care
I’m yours and suddenly you’re mine
Suddenly you’re mine
And it’s brighter than sunshine

Dodaj komentarz

jedna z tych wypowiedzi, których być nie powinno.

powinnam była dalej uciekać, hej, nie warto spotykać się ze swoimi. lękami. widmami z przeszłości.

spóźniłam się, zły autobus, w którym kiedyś twoje palce na mojej głowie, hm. a teraz te palce tak zwinnie po tym gryfie. że mimo że mr michał gra lepiej, to ty jesteś gitarzystą. czuć to, wiesz? kochasz tę gitarę, kochasz jej dźwięki i.

i spóźniłam się, pełna sala, wszyscy siedzą. blu stanęła sobie. i szalałeś, szalałeś, szalałeś na tej scenie. to była ta piosenka. ta zainspirowana mną, ta z deszczem i miłością. i spojrzałeś na mnie. i zawiecha. jezu. a później pół godziny zawiechy. stanie w bezruchu i patrzenie gdzieś na ukos, w sufit i jakieś takie bezmyślne granie na tej gitarze. twoje palce grały, nie ty. (i byłeś trochę taki, jak wtedy, kiedy mówiłam ci, co będziemy robić za 20 lat, a ty nie zaprzeczałeś)

(a ja czułam się jak w potrzasku, bo stałam oparta plecami o ścianę, po lewej byłeś ty, na wprost kaja, po prawej tomasz. tak, czułam się jak w potrzasku)

ale dałam radę, przeżyłam nawet ten jebany cover, którego kazałeś mi słuchać 100 razy dziennie (a ja męczyłam ludzi pytaniami, czy wysyłanie piosenki w której bez przerwy powtarza się kocham cię jest jakąś aluzją, hmmm)

ale nie dałam rady, kiedy było a teraz poprosimy kogoś z publiczności, żeby wykonał z nami jakąś piosenkę. i pół sali chciało kaję, a pół tomasza. nie, wtedy nie dałam rady. (ma taki piękny głos, jezu, ładnie wygląda w fiolecie. ZNA NA PAMIĘĆ CAŁE. tamto. wiesz. i)

i powinnam była stamtąd uciec, ale tak zwana przerwa, i kaja, jezu, kobieto, nie rzucaj się na mnie! serduszko. i. kurwa, kobieto, palisz?! nie całuj się przy mnie z filipem, kurwa, nie, z filipem nie!

tomeeeek, tomek, ale zajebiście śpiewałeś. ale moje zdanie nieważne, utonęło w tych wszystkich innych rozważałeś karierę wokalną (cudowne pytanie, nie?). nie było mnie tam dla niego. a grejsi i marzena rzuciły się, kobity, kocham was, jesteście moje. wojtkowe cześci kasiiiiiiiiiiiu. ciekawa wymowa. brakowało bartka, bartek by mnie uratował, albo tylko tak sobie wmawiam, żeby się marnie pocieszyć.

jakubie, jakubie! – i jak było? (pełne napięcia) – nooooo (‘zajebiście, człowieku, jesteś moim mistrzem gitary!’), nieźle – nieźle? (pełne radości) – ehe. ujdzie – uff (pełne radości, wtf?!) – ehe – no to teraz czekam na twój koncert (NIE MÓW TAK MI, PRZECIEŻ MÓWIŁAM CI, ŻE ZAWSZE NADINTERPRETUJE) – nie mam wokalu – ej, benek z chęcią będzie u ciebie śpiewał. a *ktośtam* pójdzie na bębny (człowieku, szukasz mi ludzi do zespołu?! co ci się działo dzisiaj?!)

i. i jego spojrzenie na kaję, i zawiecha tamtego (byłeś zawieszony – przesadzasz – on ma rację, byłeś zawieszony – fakt), i jeszcze, jeszcze, jeszcze. siedzenie na chodniku (tej nocy powinnam utonąć w odrze – to chodźmy nad odrę – TAK). jakiś nieznajomy mężczyzna podwożący nas na drugi koniec miasta. i. i rzeka, i tymbark, i pomyśl życzenie. pomyślałam.

(a przemek mnie. nie radzę sobie z tym, bo przecież robię mu. blabla)

Dodaj komentarz

story of few loves.

nie widzisz, nie słyszysz, a mnie to nie rusza. dzisiaj miał padać deszcz i miałyśmy skakać po kałużach, ale świeciło słońce, tak zabójczo wiosennie, a my siedziałyśmy na ławce, piłyśmy kawę i jadłyśmy pączki. i smutne m&m’sy.

kaja pomachała mi na pożegnanie ręką i uśmiechnęła się. jej pierwszy uśmiech dzisiaj. czuję się dziwnie, wplątując się w te sprawy między nimi, ale kaja jest kopią mojej sary, a tomek, ej, tomek jest mój, nawet jeśli nigdy nic. bratnia dusza.

patrzyłam na to, jak chodzą w kółko, nie mogą znaleźć miejsca, smutni, bladzi. prawie płakała, ej, znam ten stan, sama tak często. a oni tego nie widzieli, nikt, hej, oni ją olewali, a przecież ona to nie ja, przecież to mnie się olewa.

a on zerkał na nią ukradkiem i ten dotyk, znów ten dotyk. kamilka też to dostrzega, rzadziej niż ja, ale. widzisz to, naprawdę?! – tak, w końcu chodzisz ze mną nad tę rzekę, nie? nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak poetycko dotykał innego człowieka, dopiero teraz. przy tym trzeba milczeć, odwracać oczy w stronę okna.

dzisiaj miałam zły dzień, wiesz? – wiem. – wiedziałam, że wiesz. a potem ją objął, a ona nie uciekła, bo malowała sobie oczy na zielono, hmmm. było głośno, mokro i duszno, a ja milczałam, zawiesiłam się nad do połowy zawiązanym glanem. magia, wiesz? magia.

pomachała i uśmiechnęła się, a wtedy on też się uśmiechnął, a ja już wiem, że to musi mieć happyend, że to nie może się urwać, że jeszcze będą, będą, będą. pewnie póki co jakimś tam pocieszeniem, po tych, którzy nie patrzyli tak jak oni i nie śpiewali piosenek o ludziach, którym nie udało się nic. ale potem. czy potem ma sens? dla niego nie. dobrze, że jest szczęśliwy, dobrze, że się uśmiechnęła.

i miło, że mnie też. lubisz, lubisz. tylko nie stój tak zawrotnie blisko, bo zapominam wtedy, że NaOH jest żrące, zielony chłopcze.

Dodaj komentarz

niewartoczytaćtego. yhm. [zepsuta spacja, naprawdę]

stałyśmy na przystanku, bo to było after after after, po tym wszystkim, co później, czyli pod spodem, stałyśmy i dyskutowałyśmy, którym autobusem jechać w poniedziałek. dwójka, dwójka, dwójka – dwójka jedzie najdłużej – ale od kamilki da się tylko dwójką tam! – kamilka… : / – kamilka : ) – a trzynastka? może dojechać dwójką do ciebie i się przesiąść - będzie musiała czekać – no to poczeka – dwójka!!! – trzynastka – trzynastka? policz litery w imieniu i nazwisku jakuba, nie chcemy trzynastki – pf. co ty masz do kuby? – już nic – taa, jebiesz go na każdym kroku – to brzmi dwuznacznie – besztasz go na każdym kroku – nie, wręcz przeciwnie, unikam myśli o nim – bo czujesz się przez niego okrutna? – okrutna? – złamałaś mu serce – złamałam mu serce? – on cię wciąż kocha – wciąż kocha? – ostatnio mi o tym mówił – ostatnio ci o tym mówił? – i się tak bardzo cieszył, że będziesz z nim w klasie - cieszył się? – ale nie będziesz – nie będę? – i traktujesz go jak gówno – traktuję go jak gówno? – właściwie o co wam poszło? – o co nam poszło?

[przyjeżdża trzynastka, otwierają się drzwi, a ja patrzę i przypominam sobie te wszystkie jazdy do parku przy jego domu, te wszystkie nudne rozmowy, te wszystkie opowiadania napisane, gdy siedziałam na ziemi i czekałam, aż się pojawi, choć nigdy się nie pojawiał i już miałam tam wejść, już miałam jechać, już, już, już, ale on milczał, odezwał się człowiek, który nienawidzi kotów, a ja jestem kotem, a on milczał, milczał, milczał, mogę wybaczyć mu wszystko, ale nie to milczenie, nie, nie, nie]

no to trzynastka – już nigdy.

a mimo to. mimo to szczęście, to wcześniejsze, bo teraz też jakieś jest, ale jakub, jakub, jakub to psuje, jestem denna, bla, bla, bla. czemu blue szczęśliwa?

mało potrzeba mi do szczęścia. pierogi jedzone na przystanku i w mzk (kierowca się na nas patrzy! – kiedy dałaś chemiczce do wypicia kwas, nie przejmowałaś się, że się na ciebie gapią – ale kierowca jest PRZYSTOJNY!), zgubienie się w szpitalu na oddziale psychiatrycznym (zostańmy tu, po cholerę ci wymaz?), stanie w megakolejce w najdenniejszym sklepie w mieście i zaprzyjaźnienie się z współoczekującym dziadkiem (to picie… to podobno niezdrowe… – mhm… – ale też lubię : ) – trzeba korzystać z życia! : ) ).

była w tym magia, uwielbiam uśmiechać się do nieznajomych, uwielbiam, gdy oni odpowiadają uśmiechem.

cukier jest w promocji – widzę, 12kg… – cukru nigdy za mało! – a życie i tak takie gorzkie… – niebo ciemnieje – zbiera się na burzę – już jesień - jesień…

uwielbiam pomagać ludziom w remontach. uwielbiam ten moment, gdy wszystko się wypieprza i potem tylko ściana, sufit, podłoga, widok z okna, brudny parapet, nie chcę kanarkowego, podoba mi się rajskie jabłuszko – zbyt mdłe, jabłka muszą być kwaśne!

próbuję cię wkurwić cały dzień dzisiaj, czemu mi się to nie udaje? -/bo to tobie jakub opowiada o swoim rzekomo złamanym sercu?/ bo tak

Dodaj komentarz