4 fizyczno-angielskie godziny. kurwa, kurwa, chuj, pierwiastek z trzech! arturo miał nas dość, hmm. heeeeey, this with rats, he should stay! – THIS WITH RATS?! ARE YOU SERIOUS?! – ehe. you know, most of accidents happen in homes – WITH RATS?! – eee, why not? when you are sleeping and it wants to live for a while in your mouth – bueeeeeeeeee. <3.
i oczywiście nie wiemy, czy nasze cudowne 7 stronicowe rozważania mają jakiś sens, ktoś mądrzejszy i more responsible właśnie to analizuje. ale było fajnie, tak czy siak. i narysowałyśmy z 10 różnych wersji rzeki. nie, nie ruszaj tej kartki! na tej mają być danę i chuuuj! – nie ma chuja
hm. nawet jakoś żyć się da. choć ciągle poczucie, że za mało, że za dużo. a pod tymbarkiem, że nie mam być taka szybka. szybka z rezygnacją z ciebie? nie da się, nie da. nawet tak bardzo nie brakuje mi. nawet. nawet nie sprawdzam co 5 minut, czy jesteś. bo wiem, że nie ma, nie będzie. bo kiedy ja walę tyłem głowy w ścianę, nie pojawia się prąd tylko mnóstwo krwi, to mniej wygodne, krew trzeba wycierać, a głowa boli jeszcze teraz, tęsknię, ale to tylko nadinterpretacja, to tylko. hm. i nie słucham już aqualunga, w autobusie rozbrzmiewa iron&wine, to chyba najwyraźniej pokazuje, że ta epoka się skończyła, że czas znaleźć mężczyznę o jakimś normalnym imieniu.
tylko matematyka i muzyka są sztuką? boli, boli, boli. weź mnie na lody, zabierz na ostatni. (wczorajszy ostatni był kiedyś z jakubem, to tam mówił, że kiedyś) to miasto pachnię końcem, tylko końcem, wsadź mnie do pociągu i nie pozwól wysiąść wcześniej niż.
a ulica sienkiewicza na mnie czeka, tylko że. (gdybym teraz przyjechała, szaman wiedziałby, nie może wiedzieć, nie mogę go rozczarować, przecież widział to we mnie, widział w tobie, a jebana krew dalej się, nieważne)
(czas powrócić do fizyki = odżyć = udawać, że nie jestem dead dead dead)