pojawiamy się w swoim życiu raz na jakiś czas. zawsze na krótko. zawsze powodując zmiany. zawsze, gdy coś ważnego się dzieje. potrafimy milczeć tygodniamy, a potem nagle błagam cię, chodź do mnie i jest, jestem. potrafimy rozmawiać o głupotach, pogodzie, muzyce, fioletowych koszulkach i pomarańczowych kwiatkach. ale zdecydowanie lepiej wychodzi nam rozmowa o nas i tym, co w nas się dzieje.
i kiedy widzę, że płacze, przybiegam natychmiast, rzucając w kąt chemię, roztrzaskując kubek, przypalając zupę. bo mimo wszystko jest moją kontynuacją.
pojawiamy się w swoim życiu tak rzadko, a mimo to jest bliski. zawrotnie bliski. dziś chciał, żebym go ukryła. chodź pod moje biurko, jest tam bardzo przestronnie.
czasem myślę, że gdyby miał być ten wrocław, to w dużej mierze przez niego. żeby naprawdę mógł chować się pod moim biurkiem. żeby usłyszeć wreszcie blue w jego ustach.
(i nadal nie rozumiem, po co mi wiedzieć, że Mo to molibden?)