Posts Tagged jakub

jakub, chemia, łacina, bo noc długa jest.

kruszi: a usta to os.
kam: *śmiech*
kasia: oz is everywhere!
i powiedz, że zest nie rysuje psychiki ;x

kruszi: no, ale jak witamy i żegnamy się?
kasia: ave et vali!
czer: ave satan ;o
krusziu: jeżeli już – ave satanum.
tajna sekta łacinników ]:->

mori: łaaa, kasia, co tam masz? marshall? footswitch?
duży: kaaasia, łał :D
tomek: przynosisz footswitch do szkoły? łaaaa <3.
kasia: no ba. jest taki zielony i mięciutki. i wygląda jak sterta mchu.
[tak, to był mech, tak, w pudełku od mojego footswitcha. cóż ^^]

kasia: a co to?! ;o
kruszi: moje kwiatki :)

kruszi: a co TO?! ;o
kasia: moje mchy :D

+ gorączka, duszenie się, 10 punktów stracone za temat, nie rozumiem, spoko. ale max za walory. ha. (i summa sumarum miałabym 84% z matury, ej, to mnie zaspokaja przecież)

‘on cię dotyka oczami’. ojej.
mógłby przyjść. mógłby istnieć.
beznadziejna sytuacja. beznadziejny pomysł. (wiesz, że riverside ma piosenkę o tobie?)

Dodaj komentarz

.

to chyba już chore. tak, to bardzo chore. tak.

szamanowi aż żal. mój pokój? w Mieście? nie mam siły na pociągi i tramwaje.

nie mam siły na życie.

siedzę i wdycham twój zapach. tak, to chore.

Dodaj komentarz

wt.f?orek?

dzisiaj twoje imię, tuż obok, szeptem. a ja zaczęłam myśleć o tym, co razem. a potem. przepraszam, przepraszam. stałeś przede mną i czekałeś, nie potrafiłam życzyć ci tych wszystkich banałów, zdrowia, szczęścia. kiedyś twoje szczęście nie istniało, było nasze szczęście i czemu nie pozwalasz mi przyjść na tę waniliową kawę?. stałeś, a ja milczałam i przygryzałam wargi, machnąłeś ręką, pokręciłeś głową i w milczeniu. twoje oddalające się plecy.

jakubie, nie dotykajmy się, przecież. (i lepiej pozbądź się tego odruchu. tego zaraz-cię-pogłaszczę. nie dotykajmy się)

bez baniek, ale miło. bronienie czer przed wielką kapłanką prawdy. gwałcenie alicji. (a wcześniej. ponad pół nocy z fizyką. a gdyby użyć tu trójmiana? a znasz liczby zespolone? eee… no to następnym razem je sobie przerobimy)

istniejesz. ja istnieję. ty możesz mnie dotykać, twój dotyk jest mmmmmmmmmmm. (i jakuba zostawmy w nawiasie, niech nam się nie pałęta po tekście, po życiu, po tym, co razem razem razem)

Dodaj komentarz

jedna z tych wypowiedzi, których być nie powinno.

powinnam była dalej uciekać, hej, nie warto spotykać się ze swoimi. lękami. widmami z przeszłości.

spóźniłam się, zły autobus, w którym kiedyś twoje palce na mojej głowie, hm. a teraz te palce tak zwinnie po tym gryfie. że mimo że mr michał gra lepiej, to ty jesteś gitarzystą. czuć to, wiesz? kochasz tę gitarę, kochasz jej dźwięki i.

i spóźniłam się, pełna sala, wszyscy siedzą. blu stanęła sobie. i szalałeś, szalałeś, szalałeś na tej scenie. to była ta piosenka. ta zainspirowana mną, ta z deszczem i miłością. i spojrzałeś na mnie. i zawiecha. jezu. a później pół godziny zawiechy. stanie w bezruchu i patrzenie gdzieś na ukos, w sufit i jakieś takie bezmyślne granie na tej gitarze. twoje palce grały, nie ty. (i byłeś trochę taki, jak wtedy, kiedy mówiłam ci, co będziemy robić za 20 lat, a ty nie zaprzeczałeś)

(a ja czułam się jak w potrzasku, bo stałam oparta plecami o ścianę, po lewej byłeś ty, na wprost kaja, po prawej tomasz. tak, czułam się jak w potrzasku)

ale dałam radę, przeżyłam nawet ten jebany cover, którego kazałeś mi słuchać 100 razy dziennie (a ja męczyłam ludzi pytaniami, czy wysyłanie piosenki w której bez przerwy powtarza się kocham cię jest jakąś aluzją, hmmm)

ale nie dałam rady, kiedy było a teraz poprosimy kogoś z publiczności, żeby wykonał z nami jakąś piosenkę. i pół sali chciało kaję, a pół tomasza. nie, wtedy nie dałam rady. (ma taki piękny głos, jezu, ładnie wygląda w fiolecie. ZNA NA PAMIĘĆ CAŁE. tamto. wiesz. i)

i powinnam była stamtąd uciec, ale tak zwana przerwa, i kaja, jezu, kobieto, nie rzucaj się na mnie! serduszko. i. kurwa, kobieto, palisz?! nie całuj się przy mnie z filipem, kurwa, nie, z filipem nie!

tomeeeek, tomek, ale zajebiście śpiewałeś. ale moje zdanie nieważne, utonęło w tych wszystkich innych rozważałeś karierę wokalną (cudowne pytanie, nie?). nie było mnie tam dla niego. a grejsi i marzena rzuciły się, kobity, kocham was, jesteście moje. wojtkowe cześci kasiiiiiiiiiiiu. ciekawa wymowa. brakowało bartka, bartek by mnie uratował, albo tylko tak sobie wmawiam, żeby się marnie pocieszyć.

jakubie, jakubie! – i jak było? (pełne napięcia) – nooooo (‘zajebiście, człowieku, jesteś moim mistrzem gitary!’), nieźle – nieźle? (pełne radości) – ehe. ujdzie – uff (pełne radości, wtf?!) – ehe – no to teraz czekam na twój koncert (NIE MÓW TAK MI, PRZECIEŻ MÓWIŁAM CI, ŻE ZAWSZE NADINTERPRETUJE) – nie mam wokalu – ej, benek z chęcią będzie u ciebie śpiewał. a *ktośtam* pójdzie na bębny (człowieku, szukasz mi ludzi do zespołu?! co ci się działo dzisiaj?!)

i. i jego spojrzenie na kaję, i zawiecha tamtego (byłeś zawieszony – przesadzasz – on ma rację, byłeś zawieszony – fakt), i jeszcze, jeszcze, jeszcze. siedzenie na chodniku (tej nocy powinnam utonąć w odrze – to chodźmy nad odrę – TAK). jakiś nieznajomy mężczyzna podwożący nas na drugi koniec miasta. i. i rzeka, i tymbark, i pomyśl życzenie. pomyślałam.

(a przemek mnie. nie radzę sobie z tym, bo przecież robię mu. blabla)

Dodaj komentarz

wspominałam już kiedyś, że wszyscy znikają…?

gdzie nie spojrzeć – książki. uroczo. a u artura wszędzie słowniki i płyty, lubię mieszkanie artura. lubię całego artura i jego flanelowe koszule. hm, ale oficjalnie rzecz biorąc, nie jesteśmy na ty. choć rozmawiamy o najbardziej osobistych sprawach. i o lutowaniu. hah, wiedziałem, że zejdziemy na ten temat, a ja naprawdę nie pamiętam, jak jest lutownica po angielsku. ja też. dobrze, że chociaż jakuba omijamy. choć on wie o jakuba, hm, przecież był świadkiem, gdy my. kasia, usiądź w innym miejscu, on przecież robi to, żeby cię rozproszyć i pokonać. on to robi, bo mnie kocha. to też.

było waniliowo. coraz bardziej lubię bauhaus. coraz płytsze są moje sny. żółty, czerwony i twoje palce dotykające jej twarzy. to było tak piękne, że mam ochotę odrzucić wszystkie poglądy nietzschego. dobre to to, co między wami.

Dodaj komentarz

the day after the day before.

i jeśli czegoś mi brakuje najbardziej, to właśnie twojego francuskiego, którego nigdy nie rozumiałam. teraz rozumiem. i już wiem, o czym mi opowiadałeś, gdy chciałeś, żebym słuchała, ale nie słyszała.

spadł deszcz. a ahmed ma twój uśmiech, to irytuje. twój uśmiech powinien być tylko twój.

za niecałe 4 godziny artur i kolejne opowiadanie bajek, tym razem po angielsku <3.

Dodaj komentarz

250. time to wake uuuup.

tak, tak. cudowny dzień, cudowny ranek. dużo snu, najpiękniejsza i najsmaczniejsza jajecznica ever, brak kataru, tylko kaszel, ale mamy syropek, zwalczymy to, pranie brumbrumbrum, w kosmicznej pralce (bo to w jakiś sposób jest podniecające, że już mnie nie było i nie było ciebie, a i tak cię inspirowałam, wiesz?), ciepła herbata, jakubek kręcący się wokół moich stóp w kilku warstwach skarpetek. i ten. (wystarczy czegoś bardzo bardzo bardzo mocno chcieć). zrobią mi dkf, ‘mały dkf’, bo bardzo bardzo chciałam. (wiesz, bo to było w dkfie, kiedy zrozumiałam, że ty mnie nie). będzie dkf, a później otworzą kino i nie będę cię potrzebować, bo jestem jedną z tych pojebanych kobiet, które uwielbiają same chodzić do kina.

to dzisiaj, jakubie. to dzisiaj o tobie zapominam. pachnie wanilią. PACHNĘ wanilią.

my favorite things jest cudowne, mimo jakiegoś takiego surowego brzmienia, ale to moze być wina moich głośników.

dzisiaj, dzisiaj wierzę, że wszystko jest możliwe. z tobą czy bez ciebie.

Dodaj komentarz

wieczorem.

kaszlę! będę miała zapalenie płuc i umrę – ok, ok, dam ci ten długopis, tylko nie kaszl.

lubię twoją obecność. i kaszlę, nie mogę tego powstrzymać, ale daj mi ten długopis, ok? będę go nosić wszędzie ze sobą i pisać tylko o pięknych i melancholijnych sprawach. daj mi.

Komentarze (3)

they bring me flowers that are myself.

ojej, ty istniejesz.

opowiadasz bajki, a potem prosisz, żebym ci przyniosła frytki. pamiętasz o pradze, że ja kiedyś tam. prowokujesz kłótnie, a potem i tak mi ustępujesz, nawet kiedy nie mam racji. i pamiętasz, że. nie przyjdę, pada deszcz – przecież lubisz deszcz – nie sądziłam, że pamiętasz.

bliski wschód jest odleglejszy tej nocy. nawet jeśli to jedna noc, nawet jeśli to pozorny powrót, nawet jeśli te wszystkie agnieszki, dominiki, anie. nawet jeśli jestem nieważna. dzisiaj znów zasnę bez pustki, po raz pierwszy od miesięcy.

Dodaj komentarz

a więc to tak.

chce być jego przyszłością, jest tak ograniczona, że nie widzi, że on wciąż siedzi w czasie minionym, dla niego wciąż trwa zima.

nie pokocha jej. to głupie, że jeszcze wciąż się stara. przecież to milczenie miało zranić ją, nie mnie. to milczenie miało jej wytłumaczyć, że wciąż woli mój zapach jabłek od jej wina pitego przy wodospadzie.

a mimo to jestem przeszła. nie ma mnie. kawa wydaje się zabójczo słodka.

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »