Posts Tagged kończymy?

nocą.

wybacz. wieczór z turnauem, czterema kawami, litrami herbaty i dwoma mężczyznami mojego życia nie jest prosty. szczególnie, gdzie wszędzie jeszcze chemia, chemia, która wszystko zaczęła, chemia, która wszystko skończyła.

nagle sobie przypomniałam, że nie jesteś tym, kogo kochałam. choć całkiem nieźle go udajesz.

dzisiaj nagle pojawiło się słońce, niebo było deep blue, przypomniała się wiosna i spacerowanie z akwarelami nad Rzeką.

dobrze mi z nimi, ale to oznacza nie więcej/nie mniej niż dobrze mi z nimi.

(nawet z tobą wojciechu, mimo że kolejny raz ratujesz moje życie. dosłownie)

nagle przypomina się to uczucie na polskim, to, że. kasiu, kasiu, przecież ty musisz zostać pisarzem. jestem pisarzem, uwielbiam rozmowy z kruszi, uwielbiam moją klasę, uwielbiam joannę i uwielbiam madź, bo jako jedyna pamiętała o moich imieninach. (poza tatąmamąbratempsem)

i przecież jest dobrze. uczymy się nazw wszystkich kości po łacinie. i piszemy o nadtlenku wodoru. śmiejemy się, że mimo, że to prawie jak francuski, różnic jest mnóstwo. i mylą nam się dyftongi. na francuskim śmiejemy się, bo rodzaje się mylą i nagle robimy się obojnakami. geografia jest zła, tworzymy wokół niej spiskową teorię dziejów i pokazujemy sobie obsceniczne gesty, gdy ewa nie patrzy. biologia to 6 godzin w tygodniu masakry. oczy bolą od wpatrywania się w mikroskop, palce bolą od ściskania pióra. wiemy, że to się opłaca. wiemy, że przez to jesteśmy najlepsi z biologii. ale jakim kosztem. polski to 5 godzin w tygodniu rozmów o wszystkim i o niczym. polonistka się powoli przyzwyczaja, w końcu nie da się nas nie kochać. bawimy się w chowanego i wszędzie znajdujemy zboczone aluzje. ja piszę moje miniatury, a tomek szuka szczęścia pod paprotką. jest dobrze. jest dobrze.

wcale nie potrzebuję do tego jakiegoś mężczyzny. wcale.

coś, jakby wolność, po nieomal roku. coś, jakby poczucie, że kiedyś już była ta noc i te słowa tutaj. były?

dobrze mi, dobrze. a tarot nie kłamie. :)

Dodaj komentarz

tęsknię.

od poniedziałku łacina, od wtorku umartwianie. hej, nie mów, że to tylko postjesienne przemęczenie. 10 minut zastanawiałam się, czemu w ruchu przyspieszonym v nie jest stałe.

i mam ochotę krzyczeć, że tarot ma rację. jestem o krok od zjebania. ale się trzymam.

zawsze pozostaje jeżdżenie w kółko autobusem i uczenie się na pamięć nazw ulic. żeby zapomnieć o twoim smutku, który już jest moim smutkiem i zabija wszystko w otoczeniu, łącznie z fizyką, kinematyką, różowym zeszytem pełnym wykresów i twoich drobnych liter.

Dodaj komentarz

koniec. początek. fizyka pachnie … (no przecież nie TOBĄ?!)

4 fizyczno-angielskie godziny. kurwa, kurwa, chuj, pierwiastek z trzech! arturo miał nas dość, hmm. heeeeey, this with rats, he should stay! – THIS WITH RATS?! ARE YOU SERIOUS?! – ehe. you know, most of accidents happen in homes – WITH RATS?! – eee, why not? when you are sleeping and it wants to live for a while in your mouth – bueeeeeeeeee. <3.

i oczywiście nie wiemy, czy nasze cudowne 7 stronicowe rozważania mają jakiś sens, ktoś mądrzejszy i more responsible właśnie to analizuje. ale było fajnie, tak czy siak. i narysowałyśmy z 10 różnych wersji rzeki. nie, nie ruszaj tej kartki! na tej mają być danę i chuuuj! – nie ma chuja :(

hm. nawet jakoś żyć się da. choć ciągle poczucie, że za mało, że za dużo. a pod tymbarkiem, że nie mam być taka szybka. szybka z rezygnacją z ciebie? nie da się, nie da. nawet tak bardzo nie brakuje mi. nawet. nawet nie sprawdzam co 5 minut, czy jesteś. bo wiem, że nie ma, nie będzie. bo kiedy ja walę tyłem głowy w ścianę, nie pojawia się prąd tylko mnóstwo krwi, to mniej wygodne, krew trzeba wycierać, a głowa boli jeszcze teraz, tęsknię, ale to tylko nadinterpretacja, to tylko. hm. i nie słucham już aqualunga, w autobusie rozbrzmiewa iron&wine, to chyba najwyraźniej pokazuje, że ta epoka się skończyła, że czas znaleźć mężczyznę o jakimś normalnym imieniu.

tylko matematyka i muzyka są sztuką? boli, boli, boli. weź mnie na lody, zabierz na ostatni. (wczorajszy ostatni był kiedyś z jakubem, to tam mówił, że kiedyś) to miasto pachnię końcem, tylko końcem, wsadź mnie do pociągu i nie pozwól wysiąść wcześniej niż.

a ulica sienkiewicza na mnie czeka, tylko że. (gdybym teraz przyjechała, szaman wiedziałby, nie może wiedzieć, nie mogę go rozczarować, przecież widział to we mnie, widział w tobie, a jebana krew dalej się, nieważne)

(czas powrócić do fizyki = odżyć = udawać, że nie jestem dead dead dead)

Dodaj komentarz

‘wyglądasz jak taki szalony naukowiec’. to przecież moje słowa, hmmm?!

hm. pozytywów, pozytywów!

cała szafa cifów i płynów do mycia naczyń i szczotek do kibla. nie moja! ta wspólna, ef-szafa. i taszczenie jej zawartości z piętra na piętro. hmm.

KASIA! – hę? – kokardka! – hahah, a widzisz. a ty mi nie dałeś! – … :( *odwraca się plecami i odchodzi i znów te plecy i znów to czekanie*

robienie peep. choć. nieprzynależędotwojejprzestrzeni. (i byłam tak bardzo bardzo bardzo szczęśliwa, że grejsi wróciła, kocham grejsi!)

+ poznanie dżordża, staram się nie myśleć, że ty i dżordż i jakub, jezu, kurwa, gdzie się nie odwrócę, tam jakub. a dżordż ma brązowe oczy, UŚMIECHA SIĘ DO MNIE i stwierdził, że go pewnie zjem. (i czai tego nietzschego, czai! w przeciwieństwie do bartusia, który nie wie, czym jest litość, huh) dobrze mi z tą etyką, hmhmhm.

i dobrze, że istnieje kruszynka. i rozmawia ze mną. i słucha mnie, cholera, SŁUCHA! i wpierdala te swoje ciasta :F

(i uczy mnie być trochę bardziej taką, jaką chcę być. i patrzeć trochę szerzej i uważniej, co wcale nie jest absurdem)

i płakanie w autobusie, w korku, nad książką. bo smutna była. (esencja mnie)

Dodaj komentarz

przewartosciujmy cos.inusy.

zmarł, a dokłanie 92 lata później narodziłam się ja.

a teraz piszę jego biografię. i bolą mnie obgryzione paznokcie. i fasynuje mnie to, że ona mnie słucha nawet, kiedy milczę. i dyskutuje ze mną, kiedy interpretuję nietzschego. ta pani, z której widać tylko kolano i jej białą słodką kawę, bo jesteśmy przeciwieństwami.

zmęczyłam się, twoim udawanym istnieniem. tak, twoim.

[ej, i takie. być może pochodził ze starej polskiej rodziny nickich. urocze. i FASCYNOWAŁ SIĘ MICKIEWICZEM. czytam go na przerwie, czytam, nagle takie. kama, ej, on zrzyna z mickiewicza. - e? - noooo. z inwokacji. zrzyna, zrzyna! - myślisz, że nietzsche znał mickiewicza?! - nooo... tak właściwie. nie wiem. hm. ^^ HA! ZRZYNAŁ Z MICKIEWICZA!!!]

Dodaj komentarz

250. time to wake uuuup.

tak, tak. cudowny dzień, cudowny ranek. dużo snu, najpiękniejsza i najsmaczniejsza jajecznica ever, brak kataru, tylko kaszel, ale mamy syropek, zwalczymy to, pranie brumbrumbrum, w kosmicznej pralce (bo to w jakiś sposób jest podniecające, że już mnie nie było i nie było ciebie, a i tak cię inspirowałam, wiesz?), ciepła herbata, jakubek kręcący się wokół moich stóp w kilku warstwach skarpetek. i ten. (wystarczy czegoś bardzo bardzo bardzo mocno chcieć). zrobią mi dkf, ‘mały dkf’, bo bardzo bardzo chciałam. (wiesz, bo to było w dkfie, kiedy zrozumiałam, że ty mnie nie). będzie dkf, a później otworzą kino i nie będę cię potrzebować, bo jestem jedną z tych pojebanych kobiet, które uwielbiają same chodzić do kina.

to dzisiaj, jakubie. to dzisiaj o tobie zapominam. pachnie wanilią. PACHNĘ wanilią.

my favorite things jest cudowne, mimo jakiegoś takiego surowego brzmienia, ale to moze być wina moich głośników.

dzisiaj, dzisiaj wierzę, że wszystko jest możliwe. z tobą czy bez ciebie.

Dodaj komentarz