Posts Tagged lost lost lost

czas przeczytać quo vadis.

nadal pogubiona, ale już się tym nie przejmuje. pod tymarkiem więcej optymizmu, więc jakoś się staram.

i mam jego zdjęcie, pamiętam jego zapach, obserwowałam jego mrówkę, jakoś tam pomogłam mu być szczęśliwa. niech to trwa. jego szczęście.

212 zdjęć. ty moich fff ludzi. i potem też. z molly, moją weną, wreszcie. po miesiącu! gwałt nad rzeką, sceny niczym z horroru gdzieś na krańcu świata. i dread, moja seksowna basistka. załamała się, ale po spotkaniu z nami była zdecydowanie odłamana.

bo mi mało potrzeba do szczęścia, wiesz? chwilowo wystarczy jego szczęście + mroczne spacery po podejrzanych miejscach + istnienie kilku ludzi, którzy uśmiechają się na mój widok.

(i modlę się, żeby cię tam nie było, ale wiem, że tam jesteś. poczucie daremności. trudno, to przecież twoje serce)

Dodaj komentarz

jedna z tych wypowiedzi, których być nie powinno.

powinnam była dalej uciekać, hej, nie warto spotykać się ze swoimi. lękami. widmami z przeszłości.

spóźniłam się, zły autobus, w którym kiedyś twoje palce na mojej głowie, hm. a teraz te palce tak zwinnie po tym gryfie. że mimo że mr michał gra lepiej, to ty jesteś gitarzystą. czuć to, wiesz? kochasz tę gitarę, kochasz jej dźwięki i.

i spóźniłam się, pełna sala, wszyscy siedzą. blu stanęła sobie. i szalałeś, szalałeś, szalałeś na tej scenie. to była ta piosenka. ta zainspirowana mną, ta z deszczem i miłością. i spojrzałeś na mnie. i zawiecha. jezu. a później pół godziny zawiechy. stanie w bezruchu i patrzenie gdzieś na ukos, w sufit i jakieś takie bezmyślne granie na tej gitarze. twoje palce grały, nie ty. (i byłeś trochę taki, jak wtedy, kiedy mówiłam ci, co będziemy robić za 20 lat, a ty nie zaprzeczałeś)

(a ja czułam się jak w potrzasku, bo stałam oparta plecami o ścianę, po lewej byłeś ty, na wprost kaja, po prawej tomasz. tak, czułam się jak w potrzasku)

ale dałam radę, przeżyłam nawet ten jebany cover, którego kazałeś mi słuchać 100 razy dziennie (a ja męczyłam ludzi pytaniami, czy wysyłanie piosenki w której bez przerwy powtarza się kocham cię jest jakąś aluzją, hmmm)

ale nie dałam rady, kiedy było a teraz poprosimy kogoś z publiczności, żeby wykonał z nami jakąś piosenkę. i pół sali chciało kaję, a pół tomasza. nie, wtedy nie dałam rady. (ma taki piękny głos, jezu, ładnie wygląda w fiolecie. ZNA NA PAMIĘĆ CAŁE. tamto. wiesz. i)

i powinnam była stamtąd uciec, ale tak zwana przerwa, i kaja, jezu, kobieto, nie rzucaj się na mnie! serduszko. i. kurwa, kobieto, palisz?! nie całuj się przy mnie z filipem, kurwa, nie, z filipem nie!

tomeeeek, tomek, ale zajebiście śpiewałeś. ale moje zdanie nieważne, utonęło w tych wszystkich innych rozważałeś karierę wokalną (cudowne pytanie, nie?). nie było mnie tam dla niego. a grejsi i marzena rzuciły się, kobity, kocham was, jesteście moje. wojtkowe cześci kasiiiiiiiiiiiu. ciekawa wymowa. brakowało bartka, bartek by mnie uratował, albo tylko tak sobie wmawiam, żeby się marnie pocieszyć.

jakubie, jakubie! – i jak było? (pełne napięcia) – nooooo (‘zajebiście, człowieku, jesteś moim mistrzem gitary!’), nieźle – nieźle? (pełne radości) – ehe. ujdzie – uff (pełne radości, wtf?!) – ehe – no to teraz czekam na twój koncert (NIE MÓW TAK MI, PRZECIEŻ MÓWIŁAM CI, ŻE ZAWSZE NADINTERPRETUJE) – nie mam wokalu – ej, benek z chęcią będzie u ciebie śpiewał. a *ktośtam* pójdzie na bębny (człowieku, szukasz mi ludzi do zespołu?! co ci się działo dzisiaj?!)

i. i jego spojrzenie na kaję, i zawiecha tamtego (byłeś zawieszony – przesadzasz – on ma rację, byłeś zawieszony – fakt), i jeszcze, jeszcze, jeszcze. siedzenie na chodniku (tej nocy powinnam utonąć w odrze – to chodźmy nad odrę – TAK). jakiś nieznajomy mężczyzna podwożący nas na drugi koniec miasta. i. i rzeka, i tymbark, i pomyśl życzenie. pomyślałam.

(a przemek mnie. nie radzę sobie z tym, bo przecież robię mu. blabla)

Dodaj komentarz

sennie, deszczowo.

znajdę cię i pogłaszczę.

i przeraża mnie wizja pojechania w miejsce, przed którym uciekałam cały ostatni rok. i zapach tamtego. i jego piosenki, zainspirowane moimi słowami. dam radę, dam radę. i staram się nie myśleć o sercach malowanych palcem na blacie biologicznego… staram się.

‘jesteście klasą biologiczną, więc na pewno będziecie zdawać maturę z geografii’ – ehe.

Dodaj komentarz

a.

i jakie to ma znaczenie, że jestem jedną z nielicznych fanek jej fotografii?

chyba po prostu mam dość pytanie dlaczego. i ludzi, którzy je zadają. wtedy, gdy nie trzeba słów.

52,50. razy 2. nie pamiętam już, jak wyglądał, ale wciąż to odkładam. pf, kobieta.

Dodaj komentarz

we float.

kiedyś o nim śniłam, a potem gubił mi się w tym śnie, wtedy zamiast przestrzeni i kwiatków w mojej wyobraźni pojawiał się jego brak, wszechogarniające poczucie pustki, budziłam się, a go nie było obok, był miś albo obcy mężczyźni (tylko on nie był obcy, bo tylko on istniał, reszty świata nie było, reszta świata to byli obcy, istoty z innej planety, nie wierzyłam w to, że rzeczywiście istnieją).

a teraz go nie ma, a ja nie płaczę i nie krzyczę. chodzę po gruzowiskach i opowiadam bajki kilkuletnim chłopcom. ale gdy w milczeniu stoi po przeciwnej stronie barykady i boi się spojrzeć mi w twarz, zastanawiam się – kim jest ten człowiek? i kiedy zajął miejsce mojego jakuba?

We wanted to find love
We wanted success
Until nothing was enough
Until my middle name was excess
And somehow I lost touch
When you went out of sight
When you got lost into the city
Got lost into the night

zgubiłeś się, a ja wcale nie chcę cię szukać. i am too pure for you. [ciąg dalszy przemilczmy]

Dodaj komentarz