na skróty, stary wiejski sposób. po torach, wiadukcie, tam, gdzie zawsze pali się czerwone światło. nie przechodzić, uciekać, śmierć gwarantowana. nie śmierci się boimy, raczej braku życia.
w pokrzywach i krzakach, balansowanie na krawędzi świata. błagam, niech tutaj nie będzie zwierząt. zwierzęta są wszędzie, a we włosach liście i muszki. ścieżka prowadzi donikąd, co teraz, co teraz? przez chaszcze, w nieokreślonym kierunku. podobno w takich miejscach się umiera, tu nigdy nie znajdą ciała, a potem już tylko kości, depczemy na pewno po kimś, to makabryczne, prawda? trochę.
skraj, przepaść. trzymanie się drzew i zsuwanie się w dół. bawimy się w tarzana? chcemy zmienić świat i naiwnie wierzymy, że to miejsce nam pomoże. czerwono-szaro. wskazujący palec wyciągnięty w nieokreślonym kierunku. to tam, to tam, to wygląda na miejsce, w którym można umrzeć, to wygląda na miejsce, w którym można świętować własny pogrzeb. palec ląduje na spuście migawki.
w środku pachnie deszczem i ogniem, nad nami sufity, schody unoszą się metr nad ziemią. oddalamy się od siebie. oddalamy. chodź tu, chodź, to będzie zaraz, to będzie już, chodź i zobacz, zanim.
a potem ucieczka, deszcz i ogień, deszcz i ogień, na tablicy uchowała się tylko data, wydaje się zbyt bliska, a przecież czujemy się jak w starożytnym świecie. gdzieś pomiędzy przeskakuje nam przed oczami szary kangur, nie wierzymy już żadnym zmysłom.
a potem odra, oczy utkwione w niebo, spokój. kasia, czemu tylko z tobą da się dotrzeć w takie miejsce, czemu tylko z tobą da się tak ryzykować?
bo ja jestem kotem, mam dziewięć żyć. a ryzyko ma zielony kolor, jak szczyt linehorn i jak mojejego oczy.