Posts Tagged mężczyźni i kobiety – czyli zło największe

czas przeczytać quo vadis.

nadal pogubiona, ale już się tym nie przejmuje. pod tymarkiem więcej optymizmu, więc jakoś się staram.

i mam jego zdjęcie, pamiętam jego zapach, obserwowałam jego mrówkę, jakoś tam pomogłam mu być szczęśliwa. niech to trwa. jego szczęście.

212 zdjęć. ty moich fff ludzi. i potem też. z molly, moją weną, wreszcie. po miesiącu! gwałt nad rzeką, sceny niczym z horroru gdzieś na krańcu świata. i dread, moja seksowna basistka. załamała się, ale po spotkaniu z nami była zdecydowanie odłamana.

bo mi mało potrzeba do szczęścia, wiesz? chwilowo wystarczy jego szczęście + mroczne spacery po podejrzanych miejscach + istnienie kilku ludzi, którzy uśmiechają się na mój widok.

(i modlę się, żeby cię tam nie było, ale wiem, że tam jesteś. poczucie daremności. trudno, to przecież twoje serce)

Dodaj komentarz

moje winogrona smakują jak jagody.

kocham ich, mimo że. mimo że czasem jest źle. i czasem nawet biologią rzygamy. ale jest dobrze, bo nawet kiedy tą biologią, to razem. wszystko razem.

zrobiłam sobie emo fotę z kają (sama chciała, ej!). i pachniało wanilią. kto mnie atakuje?! – drzewo – *uśmiech*.

czuję się, jakbym widziała przez ciebie na wylot. kiedy żartujesz, a ja zwijam się obok ze śmiechu, mimo że w czasie komenty na baczność nawet gałkami ocznymi ruszać nie wolny. kiedy stoisz przede mną, a ja czuję twój zapach i tak bardzo, bardzo chcę cię dotknąć, a ty atakujesz swoje dłonie.

HAHAH! emo! tniesz się długopisem! – AŁA! – ale cię zjebałeeeem :( – FOCH! – ej, ale jak ty zrobisz przytup tym glanem, to chodnik się rozleci.

mmm. spacery. czuję się wiosennie, tak więc – jebać naukę. chwilowo, wiesz? tylko chwilowo. wrócę do domu i posłucham kultu. człowieku, ja tak mówię, przecież ja twierdzę, że teraz nastrój kultowy!

nie atakuj się – *olewa* – *prztyk w ramię* tomeeeeek, nie atakuj się :( – *nie atakuje się*

jest dobrze. wyglądasz na moich zdjęciach jak jakiś szalony matematyk. jest dobrze. będę ci robiła zdjęcia. dużo zdjęć. (wreszcie, wreszcie mam ładnych ludzi w klasie, wreszcie mam komu robić zdjęcia!)

jest dobrze, więc mam słowotok, więc huh, idziemy nad rzekę! jedziemy na koniec miasta! GWAŁT!

(i jak możesz jeść nutellę z masłem?! człowieku, kasia cię nauczy pożądnie się żywić, mhrmhr <3.)

Komentarze (2)

jedna z tych wypowiedzi, których być nie powinno.

powinnam była dalej uciekać, hej, nie warto spotykać się ze swoimi. lękami. widmami z przeszłości.

spóźniłam się, zły autobus, w którym kiedyś twoje palce na mojej głowie, hm. a teraz te palce tak zwinnie po tym gryfie. że mimo że mr michał gra lepiej, to ty jesteś gitarzystą. czuć to, wiesz? kochasz tę gitarę, kochasz jej dźwięki i.

i spóźniłam się, pełna sala, wszyscy siedzą. blu stanęła sobie. i szalałeś, szalałeś, szalałeś na tej scenie. to była ta piosenka. ta zainspirowana mną, ta z deszczem i miłością. i spojrzałeś na mnie. i zawiecha. jezu. a później pół godziny zawiechy. stanie w bezruchu i patrzenie gdzieś na ukos, w sufit i jakieś takie bezmyślne granie na tej gitarze. twoje palce grały, nie ty. (i byłeś trochę taki, jak wtedy, kiedy mówiłam ci, co będziemy robić za 20 lat, a ty nie zaprzeczałeś)

(a ja czułam się jak w potrzasku, bo stałam oparta plecami o ścianę, po lewej byłeś ty, na wprost kaja, po prawej tomasz. tak, czułam się jak w potrzasku)

ale dałam radę, przeżyłam nawet ten jebany cover, którego kazałeś mi słuchać 100 razy dziennie (a ja męczyłam ludzi pytaniami, czy wysyłanie piosenki w której bez przerwy powtarza się kocham cię jest jakąś aluzją, hmmm)

ale nie dałam rady, kiedy było a teraz poprosimy kogoś z publiczności, żeby wykonał z nami jakąś piosenkę. i pół sali chciało kaję, a pół tomasza. nie, wtedy nie dałam rady. (ma taki piękny głos, jezu, ładnie wygląda w fiolecie. ZNA NA PAMIĘĆ CAŁE. tamto. wiesz. i)

i powinnam była stamtąd uciec, ale tak zwana przerwa, i kaja, jezu, kobieto, nie rzucaj się na mnie! serduszko. i. kurwa, kobieto, palisz?! nie całuj się przy mnie z filipem, kurwa, nie, z filipem nie!

tomeeeek, tomek, ale zajebiście śpiewałeś. ale moje zdanie nieważne, utonęło w tych wszystkich innych rozważałeś karierę wokalną (cudowne pytanie, nie?). nie było mnie tam dla niego. a grejsi i marzena rzuciły się, kobity, kocham was, jesteście moje. wojtkowe cześci kasiiiiiiiiiiiu. ciekawa wymowa. brakowało bartka, bartek by mnie uratował, albo tylko tak sobie wmawiam, żeby się marnie pocieszyć.

jakubie, jakubie! – i jak było? (pełne napięcia) – nooooo (‘zajebiście, człowieku, jesteś moim mistrzem gitary!’), nieźle – nieźle? (pełne radości) – ehe. ujdzie – uff (pełne radości, wtf?!) – ehe – no to teraz czekam na twój koncert (NIE MÓW TAK MI, PRZECIEŻ MÓWIŁAM CI, ŻE ZAWSZE NADINTERPRETUJE) – nie mam wokalu – ej, benek z chęcią będzie u ciebie śpiewał. a *ktośtam* pójdzie na bębny (człowieku, szukasz mi ludzi do zespołu?! co ci się działo dzisiaj?!)

i. i jego spojrzenie na kaję, i zawiecha tamtego (byłeś zawieszony – przesadzasz – on ma rację, byłeś zawieszony – fakt), i jeszcze, jeszcze, jeszcze. siedzenie na chodniku (tej nocy powinnam utonąć w odrze – to chodźmy nad odrę – TAK). jakiś nieznajomy mężczyzna podwożący nas na drugi koniec miasta. i. i rzeka, i tymbark, i pomyśl życzenie. pomyślałam.

(a przemek mnie. nie radzę sobie z tym, bo przecież robię mu. blabla)

Dodaj komentarz

jesteś sto razy lepszy od jakuba, więc brak ciebie jest sto razy gorszy niż brak jakuba?!

tworzyłam bajki o zapominaniu na angielskim. religia, ej. w szatni mamy! tak na planie jest. 20. a to szatnia. kocham to lo, koooocham. i naprawdę nie ma w tym ironii, ej! i ojej, a ci panowie tak głęboko patrzyli sobie w oczy podczas modlitwy, mhm, weź spójrz mi głęboko w oczy, a nie jakiemuśtam dużemu, basiście przyjaciela jakuba.

a moje chore teorie czasem się potwierdzają. cudowna chemia. (i idziemy na chemię materiałów wybuchowych, wojciech, ty i ja, hm?)

I OJEJ. pogodzenie. jak mogłeś jej wybaczyć, jak mogłeś tak się zachowywać, hej. to było takie. takie, że stanęłam zafascynowana i patrzyłam, a potem odwróciłam się i uciekłam, bo to było piękne, ale to było wasze. bo to było jak wieczność, ale wiedziałam, że się skończy. i znów będziesz umierał na matematyce. i znów będziesz mi wypominał, że wydałeś na mnie ostatnie pieniądze. ej, wojtek, nie dawaj mi nic, bo potem będziesz mi to wypominał do końca życia jak tomek. pogubił się chłopak, z wrażenia, hm?

hej, bo to, co jej robiłeś. raz w życiu tak miałam, z jednym takim odległym. ale ej, to było wtedy, kiedy rysowaliśmy razem różowe domki i fioletowe chmurki, i istniała tylko pierwsza osoba liczby mnogiej. my nam nasze nas. to było takie, że umierałam, bo cię chcę i natychmiast odradzałam się, bo cię kocham. byłeś szczęśliwy, to najważniejsze, hm?

TAAAAAAAAK. to był paralelizm. i za dużo osób mi dzisiaj powiedziało, że ładnie wyglądam, i wśród tych osób nie było ciebie.

Dodaj komentarz

nieszczęście to więcej niż brak szczęścia. ałałał.

kiedyś czytałyśmy sobie w myślach i wierzyłyśmy, że szczęście można znaleźć (wybacz, ale podoba mi się właśnie to stwierdzenie) pod doniczką z paprotką. dziś, kiedy mówię twoje imię (wiadomo, ze szczególną miękkością, szczególnym nabożeństwem), ona nie widzi twojej wyjątkowości. jesteś jednym ze sterty agnieszek, magd, wojtków i jakubów, których ona nie zna. ale kiedyś… konkluzja – każdy się zmienia. nie ustosunkuję się do tego emocjonalnie, oky?

mhm. to było magiczne, nawet mrs S. to zobaczyła, a przecież ona jest chamska, chamska, chamskaaa! i spałeś, spałeś, spałeś, przecież ona nie toleruje nawet tego, że się przez okno na 5 sekund spojrzy, a ty spałeś, spałeś, spałeś, a potem gwałtowanie wstałeś i było to KASIA!!! mam dla ciebie cif!!! i pieniadze. spojrzała na ciebie tak, tak, tak huh, z politowaniem i jakieś to zabrzmiało jakbyś był terrorystą. dziewczynie cif dawać? kwiatka kup. i już takie myśli – jak on wybrnie z sytuacji, no jak? bo cif to wino, takie do romantycznej kolacji. a pieniądze to kwiatek. taki slang. oniemiałyśmy obie.

(ale ale. nie bądź taki smutny, nie uciekaj, nie kochaj jej, hej, ona robi z tobą to, co jakub ze mną, nie pozwól jej, NIE DOTYKAJ JEJ, nie pozwól, żeby cię głaskała, człowiekuuu, przecież z tym trzeba walczyć)

(i fakt, że ona ma rację, nic nie zmienia. hej, jesteś irytujący, ja jestem irytująca, ale. ale nie można za to gnoić. nie można przez to łamać serca jak jebanej szybki nakrywkowej)

jutro półtorej godziny tylko? umrę bez ciebie. umieram już teraz.

Dodaj komentarz

wspominałam już kiedyś, że wszyscy znikają…?

gdzie nie spojrzeć – książki. uroczo. a u artura wszędzie słowniki i płyty, lubię mieszkanie artura. lubię całego artura i jego flanelowe koszule. hm, ale oficjalnie rzecz biorąc, nie jesteśmy na ty. choć rozmawiamy o najbardziej osobistych sprawach. i o lutowaniu. hah, wiedziałem, że zejdziemy na ten temat, a ja naprawdę nie pamiętam, jak jest lutownica po angielsku. ja też. dobrze, że chociaż jakuba omijamy. choć on wie o jakuba, hm, przecież był świadkiem, gdy my. kasia, usiądź w innym miejscu, on przecież robi to, żeby cię rozproszyć i pokonać. on to robi, bo mnie kocha. to też.

było waniliowo. coraz bardziej lubię bauhaus. coraz płytsze są moje sny. żółty, czerwony i twoje palce dotykające jej twarzy. to było tak piękne, że mam ochotę odrzucić wszystkie poglądy nietzschego. dobre to to, co między wami.

Dodaj komentarz

story of few loves.

nie widzisz, nie słyszysz, a mnie to nie rusza. dzisiaj miał padać deszcz i miałyśmy skakać po kałużach, ale świeciło słońce, tak zabójczo wiosennie, a my siedziałyśmy na ławce, piłyśmy kawę i jadłyśmy pączki. i smutne m&m’sy.

kaja pomachała mi na pożegnanie ręką i uśmiechnęła się. jej pierwszy uśmiech dzisiaj. czuję się dziwnie, wplątując się w te sprawy między nimi, ale kaja jest kopią mojej sary, a tomek, ej, tomek jest mój, nawet jeśli nigdy nic. bratnia dusza.

patrzyłam na to, jak chodzą w kółko, nie mogą znaleźć miejsca, smutni, bladzi. prawie płakała, ej, znam ten stan, sama tak często. a oni tego nie widzieli, nikt, hej, oni ją olewali, a przecież ona to nie ja, przecież to mnie się olewa.

a on zerkał na nią ukradkiem i ten dotyk, znów ten dotyk. kamilka też to dostrzega, rzadziej niż ja, ale. widzisz to, naprawdę?! – tak, w końcu chodzisz ze mną nad tę rzekę, nie? nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak poetycko dotykał innego człowieka, dopiero teraz. przy tym trzeba milczeć, odwracać oczy w stronę okna.

dzisiaj miałam zły dzień, wiesz? – wiem. – wiedziałam, że wiesz. a potem ją objął, a ona nie uciekła, bo malowała sobie oczy na zielono, hmmm. było głośno, mokro i duszno, a ja milczałam, zawiesiłam się nad do połowy zawiązanym glanem. magia, wiesz? magia.

pomachała i uśmiechnęła się, a wtedy on też się uśmiechnął, a ja już wiem, że to musi mieć happyend, że to nie może się urwać, że jeszcze będą, będą, będą. pewnie póki co jakimś tam pocieszeniem, po tych, którzy nie patrzyli tak jak oni i nie śpiewali piosenek o ludziach, którym nie udało się nic. ale potem. czy potem ma sens? dla niego nie. dobrze, że jest szczęśliwy, dobrze, że się uśmiechnęła.

i miło, że mnie też. lubisz, lubisz. tylko nie stój tak zawrotnie blisko, bo zapominam wtedy, że NaOH jest żrące, zielony chłopcze.

Dodaj komentarz

dygresja, gdzieś pomiędzy heraklitem a syzyfem.

fascynuje mnie sposób w jaki ją dotykasz.

patrzę na to i milczę, a w głowie włącza się good times gonna come. i nawet zapominam o tym, że to nie mnie dotykasz. i nawet pamiętam już tylko o tym, że ona wcale nie potrzebuje twojego dotyku, że ona nie potrzebuje ciebie.

nie martw się, w kątach rybackich będę ci przed snem opowiadać bajki o liczbach. jej w nich nie będzie. chyba że nazwiemy ją Infinity.

Dodaj komentarz

mann jest nudny.

nigdy nie poznawaj swoich przyjaciółek-nimfomanek ze swoim [kim? kim on jest? widziałaś go dwa razy w życiu i wcale nie wydaje ci się twoim ideałem, ani nikim, więc? nawet o nim nie śniłaś. nawet o nim nie marzyłaś. po prostu był. i ładnie się uśmiechał].

okej. poznawaj swoje przyjaciółki-nimfomanki z kim chcesz.

Dodaj komentarz