Posts Tagged past

jedna z tych wypowiedzi, których być nie powinno.

powinnam była dalej uciekać, hej, nie warto spotykać się ze swoimi. lękami. widmami z przeszłości.

spóźniłam się, zły autobus, w którym kiedyś twoje palce na mojej głowie, hm. a teraz te palce tak zwinnie po tym gryfie. że mimo że mr michał gra lepiej, to ty jesteś gitarzystą. czuć to, wiesz? kochasz tę gitarę, kochasz jej dźwięki i.

i spóźniłam się, pełna sala, wszyscy siedzą. blu stanęła sobie. i szalałeś, szalałeś, szalałeś na tej scenie. to była ta piosenka. ta zainspirowana mną, ta z deszczem i miłością. i spojrzałeś na mnie. i zawiecha. jezu. a później pół godziny zawiechy. stanie w bezruchu i patrzenie gdzieś na ukos, w sufit i jakieś takie bezmyślne granie na tej gitarze. twoje palce grały, nie ty. (i byłeś trochę taki, jak wtedy, kiedy mówiłam ci, co będziemy robić za 20 lat, a ty nie zaprzeczałeś)

(a ja czułam się jak w potrzasku, bo stałam oparta plecami o ścianę, po lewej byłeś ty, na wprost kaja, po prawej tomasz. tak, czułam się jak w potrzasku)

ale dałam radę, przeżyłam nawet ten jebany cover, którego kazałeś mi słuchać 100 razy dziennie (a ja męczyłam ludzi pytaniami, czy wysyłanie piosenki w której bez przerwy powtarza się kocham cię jest jakąś aluzją, hmmm)

ale nie dałam rady, kiedy było a teraz poprosimy kogoś z publiczności, żeby wykonał z nami jakąś piosenkę. i pół sali chciało kaję, a pół tomasza. nie, wtedy nie dałam rady. (ma taki piękny głos, jezu, ładnie wygląda w fiolecie. ZNA NA PAMIĘĆ CAŁE. tamto. wiesz. i)

i powinnam była stamtąd uciec, ale tak zwana przerwa, i kaja, jezu, kobieto, nie rzucaj się na mnie! serduszko. i. kurwa, kobieto, palisz?! nie całuj się przy mnie z filipem, kurwa, nie, z filipem nie!

tomeeeek, tomek, ale zajebiście śpiewałeś. ale moje zdanie nieważne, utonęło w tych wszystkich innych rozważałeś karierę wokalną (cudowne pytanie, nie?). nie było mnie tam dla niego. a grejsi i marzena rzuciły się, kobity, kocham was, jesteście moje. wojtkowe cześci kasiiiiiiiiiiiu. ciekawa wymowa. brakowało bartka, bartek by mnie uratował, albo tylko tak sobie wmawiam, żeby się marnie pocieszyć.

jakubie, jakubie! – i jak było? (pełne napięcia) – nooooo (‘zajebiście, człowieku, jesteś moim mistrzem gitary!’), nieźle – nieźle? (pełne radości) – ehe. ujdzie – uff (pełne radości, wtf?!) – ehe – no to teraz czekam na twój koncert (NIE MÓW TAK MI, PRZECIEŻ MÓWIŁAM CI, ŻE ZAWSZE NADINTERPRETUJE) – nie mam wokalu – ej, benek z chęcią będzie u ciebie śpiewał. a *ktośtam* pójdzie na bębny (człowieku, szukasz mi ludzi do zespołu?! co ci się działo dzisiaj?!)

i. i jego spojrzenie na kaję, i zawiecha tamtego (byłeś zawieszony – przesadzasz – on ma rację, byłeś zawieszony – fakt), i jeszcze, jeszcze, jeszcze. siedzenie na chodniku (tej nocy powinnam utonąć w odrze – to chodźmy nad odrę – TAK). jakiś nieznajomy mężczyzna podwożący nas na drugi koniec miasta. i. i rzeka, i tymbark, i pomyśl życzenie. pomyślałam.

(a przemek mnie. nie radzę sobie z tym, bo przecież robię mu. blabla)

Dodaj komentarz

pan z przeszłości.

oboje wiemy, że to nie ma sensu. on wie to lepiej niż ja, bo już nawet sie nie łudzi. tylko gra mi te jesienne piosenki i opiera się brodą o moje czoło, gdy pokazuję mu zdjęcia z wrocławia. pokaż jakieś swoje. – wszystkie są moje. – pokaż jakieś, na którym JESTEŚ.

jest daleko, ale czasem się zbliża i delikatnie dotyka mojego brzucha. wtedy myślę o dziecku. kiedyś je planowaliśmy. kiedyś planowaliśmy nawet ślub. przypominam sobie, jak bardzo było nam źle z tym, że nie możemy codziennie zasypiać przy sobie. choć ja i tak nie zasypiałam przy nim, przy nim patrzyłam jak niewinnie wygląda w śnie. wodziłam palcami po jego twarzy.

oboje wiemy, że to nie ma sensu, bo po miesiącu się pozabijamy, a po dwóch zanudzimy na śmierć. mimo to wciąż do siebie wracamy. dlaczego?

i co, niby się przyjaźnicie? – czemu niby? naprawdę – i przestałaś go kochać wtedy z dnia na dzień? - a kochałam w ogóle? – dalej kochasz.

Dodaj komentarz

a.

i jakie to ma znaczenie, że jestem jedną z nielicznych fanek jej fotografii?

chyba po prostu mam dość pytanie dlaczego. i ludzi, którzy je zadają. wtedy, gdy nie trzeba słów.

52,50. razy 2. nie pamiętam już, jak wyglądał, ale wciąż to odkładam. pf, kobieta.

Dodaj komentarz

a więc to tak.

chce być jego przyszłością, jest tak ograniczona, że nie widzi, że on wciąż siedzi w czasie minionym, dla niego wciąż trwa zima.

nie pokocha jej. to głupie, że jeszcze wciąż się stara. przecież to milczenie miało zranić ją, nie mnie. to milczenie miało jej wytłumaczyć, że wciąż woli mój zapach jabłek od jej wina pitego przy wodospadzie.

a mimo to jestem przeszła. nie ma mnie. kawa wydaje się zabójczo słodka.

Dodaj komentarz