Posts Tagged zielony chłopiec

:)

uwielbiam cię dotykać. uwielbiam przysypiać na twoim ramieniu. uwielbiam cię głaskać.

weź się zdecyduj, człowieku. ile można tkwić pomiędzy przeszłością a przyszłością?

agnieszka zrobiła nam emofotkę i trzyma ją na komórce, twierdzi, że jest urocza.

wszyscy jesteśmy uroczy, jako całość, jako fff. mimo tej rzekomej infantylności.

o. i uwielbiam, kiedy zakładasz mi na głowę swoją czapkę i patrzysz na mnie przechylając głowę w bok, a ja dmucham w ciebie bańkami i tych baniek jest mnóstwo, są małe i powoli opadają, otaczając ciebie i mnie, wtedy jesteśmy układem zamknięty, odizolowanym, wtedy możemy rozwiązywać zadania o swobodnym spadku, bo tylko wtedy sami może swobodnie spadać, prysk. bańki w końcu znikają.

uwielbiam cię całego. [zauważyłeś już? w nieparzyste dni miesiąca jesteś mój. to dobrze, tych nieparzystych jest więcej]

Dodaj komentarz

wt.f?orek?

dzisiaj twoje imię, tuż obok, szeptem. a ja zaczęłam myśleć o tym, co razem. a potem. przepraszam, przepraszam. stałeś przede mną i czekałeś, nie potrafiłam życzyć ci tych wszystkich banałów, zdrowia, szczęścia. kiedyś twoje szczęście nie istniało, było nasze szczęście i czemu nie pozwalasz mi przyjść na tę waniliową kawę?. stałeś, a ja milczałam i przygryzałam wargi, machnąłeś ręką, pokręciłeś głową i w milczeniu. twoje oddalające się plecy.

jakubie, nie dotykajmy się, przecież. (i lepiej pozbądź się tego odruchu. tego zaraz-cię-pogłaszczę. nie dotykajmy się)

bez baniek, ale miło. bronienie czer przed wielką kapłanką prawdy. gwałcenie alicji. (a wcześniej. ponad pół nocy z fizyką. a gdyby użyć tu trójmiana? a znasz liczby zespolone? eee… no to następnym razem je sobie przerobimy)

istniejesz. ja istnieję. ty możesz mnie dotykać, twój dotyk jest mmmmmmmmmmm. (i jakuba zostawmy w nawiasie, niech nam się nie pałęta po tekście, po życiu, po tym, co razem razem razem)

Dodaj komentarz

tęsknię.

od poniedziałku łacina, od wtorku umartwianie. hej, nie mów, że to tylko postjesienne przemęczenie. 10 minut zastanawiałam się, czemu w ruchu przyspieszonym v nie jest stałe.

i mam ochotę krzyczeć, że tarot ma rację. jestem o krok od zjebania. ale się trzymam.

zawsze pozostaje jeżdżenie w kółko autobusem i uczenie się na pamięć nazw ulic. żeby zapomnieć o twoim smutku, który już jest moim smutkiem i zabija wszystko w otoczeniu, łącznie z fizyką, kinematyką, różowym zeszytem pełnym wykresów i twoich drobnych liter.

Dodaj komentarz

NASZ NASZA NASZE.

to były złe trzy dni. i zły początek dnia czwartego.

bo kiedy budzisz się, patrzysz na zegarek i okazuje się, że za 13 minut odjeżdża twój autobus – to wcale nie chce ci się śmiać.

ale, ale. później. czarowaliśmy. czerowaliśmy :)

i to jest tak bardzo moje, i tak bardzo magiczne, że milczmy o tym. IDEALNIE. dzisiaj nawet nie potrafiłabym być smutna.

(pojedźmy w wakacje w bieszczady – TAAAK – ale razem, ok? – TAAAAAAAAK)

i powiem ci tyle – tetrahydroksyglinian sodu! : )

Dodaj komentarz

tetraoksokrzemowy? why not.

za blisko, za daleko. odległości, które zabijają. o przyjaźni. o muzyce. o filozofii. mężczyzno, jesteś tak skrajny jak ja, potrafisz mówić piękniej i sensowniej, niż można by się spodziewać, a później jesteś w stanie zapraszać mnie na czarną mszę, jako dziewicę do zgwałcenia.

przy 800 stopniach wszystko robi się czerwone. nawet gaz. kontury się rozmywają. nazwy przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.

przy 800 stopniach moglibyśmy sobie szczęśliwie żyć. nie analizując problematyki ‘być-czy-mieć’. choć to jest miłe. istnieje człowiek, który zastanawia się nad tym samym, co ja.

i dochodzi do tych samych wsniosków.

Dodaj komentarz

nocą.

zaadoptujesz mojego jakubka. hm. hm. hm.

podsumujmy. mężczyzna, tak. mężczyzna, który jest czarodziejem. który kocha matematykę. i fizykę. i który chce pisać (!!!). który opowiada mi bajki. i ma przekrzywiające się okulary. i brązowe oczy. który chce domek w bieszczadach (!!!), który zgodził się rąbać mi drewno (!!!), który twierdzi, że żadna kobieta z nim nie wytrzyma, który jest zdecydowanie zbyt autoagresywny i obgryza paznokcie, który chodzi w zielonej koszuli, pozwala tylko mi, żebym robiła mu zdjęcia, słucha całkiemcałkiem muzyki, choć mogłoby…, który chce ze mną pojechać na one love, mimo że nie słucha reggae (ze mna!!!), który już kocha mojego jakubka, mimo że go nie zna, który mnie broni i wspiera, mmm, mężczyzna, który daje mi butelki cifu w ramach prezentu. mężczyzna, który robi baloniki z woreczków śniadaniowych, gryzie okładki zeszytów i szuka szczęścia pod doniczką z paprotką. mężczyzna, który czyta nałogowo książki. mężczyzna, który gra na gitarze. mężczyzna, który pachnie jabłkami. który kocha te jabłka. któremu zawsze światło zamienia się na czerwone, gdy podchodzi do ulicy. który mnie nie ocenia. który.

idealnie. ALE

mężczyzna, który mnie nie kocha.

?!?!?!

przemiana heteromorficzna z przewagą gametofitu jest bardziej.

ałałałałałała.

co nie zmienia faktu, że szczęście, wanilia i znów będziesz mi się dziś śnił.

Dodaj komentarz

UHU!

chwilowo znów. szalone rozmowy o prosiętach, żyletkach i wszystkim innym, co czarno-różowe. śmiech z całego świata. choć skupiamy się na sobie. egoiści!

ja staram się nie wspominać o przeszłości, a ty o przyszłości. czasem tylko czuję taką silną potrzebę pogłaskania i bycia pogłaskaną, ale zamiast tego tłumaczę ci, czym jest dialog. bo dialog mało ma wspólnego z rozmową, prawda? ty to już wiesz.

ameba jest pełzakiem, a w tle śpiewa pete yorn, dzisiaj nagle pojawiły się stokrotki i pomyślałam, że coś się zacznie, że po końcu zawsze musi być początek, że.

(właśnie powiedziałeś, że nie chcesz iść na studia, chcesz pisać. mężczyzno, marry me. błagam)

+ mam moją osobistą grupę wsparcia. i chyba umarłabym bez nich. (bez chyba)

Dodaj komentarz

koniec. początek. fizyka pachnie … (no przecież nie TOBĄ?!)

4 fizyczno-angielskie godziny. kurwa, kurwa, chuj, pierwiastek z trzech! arturo miał nas dość, hmm. heeeeey, this with rats, he should stay! – THIS WITH RATS?! ARE YOU SERIOUS?! – ehe. you know, most of accidents happen in homes – WITH RATS?! – eee, why not? when you are sleeping and it wants to live for a while in your mouth – bueeeeeeeeee. <3.

i oczywiście nie wiemy, czy nasze cudowne 7 stronicowe rozważania mają jakiś sens, ktoś mądrzejszy i more responsible właśnie to analizuje. ale było fajnie, tak czy siak. i narysowałyśmy z 10 różnych wersji rzeki. nie, nie ruszaj tej kartki! na tej mają być danę i chuuuj! – nie ma chuja :(

hm. nawet jakoś żyć się da. choć ciągle poczucie, że za mało, że za dużo. a pod tymbarkiem, że nie mam być taka szybka. szybka z rezygnacją z ciebie? nie da się, nie da. nawet tak bardzo nie brakuje mi. nawet. nawet nie sprawdzam co 5 minut, czy jesteś. bo wiem, że nie ma, nie będzie. bo kiedy ja walę tyłem głowy w ścianę, nie pojawia się prąd tylko mnóstwo krwi, to mniej wygodne, krew trzeba wycierać, a głowa boli jeszcze teraz, tęsknię, ale to tylko nadinterpretacja, to tylko. hm. i nie słucham już aqualunga, w autobusie rozbrzmiewa iron&wine, to chyba najwyraźniej pokazuje, że ta epoka się skończyła, że czas znaleźć mężczyznę o jakimś normalnym imieniu.

tylko matematyka i muzyka są sztuką? boli, boli, boli. weź mnie na lody, zabierz na ostatni. (wczorajszy ostatni był kiedyś z jakubem, to tam mówił, że kiedyś) to miasto pachnię końcem, tylko końcem, wsadź mnie do pociągu i nie pozwól wysiąść wcześniej niż.

a ulica sienkiewicza na mnie czeka, tylko że. (gdybym teraz przyjechała, szaman wiedziałby, nie może wiedzieć, nie mogę go rozczarować, przecież widział to we mnie, widział w tobie, a jebana krew dalej się, nieważne)

(czas powrócić do fizyki = odżyć = udawać, że nie jestem dead dead dead)

Dodaj komentarz

chujowa środa.

to jest złe. czuję się wyjściem awaryjnym. (choć wiem, że wcale tak. że mnie)

i nie czekaj na mnie, kiedy uciekam daleko, daleko, daleko. (uciekaj ze mną. wiesz, płonący rzym, etc.)

to było takie. takie, że. że jestem lepsza od reszty świata, ale ona jest lepsza ode mnie, prawda? (i nienawidzę, gdy poprawia ci twoje przekrzywione okulary, hej, przecież wiesz, że uwielbiam je)

i. hm, więc. więc z dala od szczęścia. więc ona musi być lepsza od szczęścia. więc po co na mnie czekasz, po co na mnie patrzysz, po co. kochaj ją i patrz na nich, kiedy liżą się pod edkiem, panem kościotrupem. proszę bardzo.

to miał być zły dzień. już od rana. gdy ten autobus, a w nim brak twojego zapachu. i potem. rzuciłam się na ciebie, a ty jadłeś jabłko i zapachniało. tak, wiedziałam, że trzeba będzie uciekać.

(a jutro zero ciebie, zero, jezu. jezu, jezu, powinnam uciec dalej i bardziej)

Dodaj komentarz

we’re where we belong.

NADINTERPRETUJESZ. *palec wyciągnięty w kierunku tamtym o tam*

jejku, jejku. po prostu. za dużo. ty, zieleń, arturo, decydowanie kto-ma-umrzeć. (we all should die, hey, it’s impossible. i won’t decide. they all. oooo my god. we will kill them?! for nothing?! – no. we won’t kill. we will save. but only some of them]

tarzam się w liściach i potykam o sznurówki trampek.

pachnie jesienią. bardziej niż kiedykolwiek. a rzym. hej, ty, nieznajoma istoto. napisz za mnie referat o czynnościach życiowych protista, a ja schowam się z moim czarodziejem w płonącym rzymie. bo zaraz ogień się skończy. pośpiesz się.

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »